czwartek, 25 lipca 2013

Rozdział #1


Londyn. Lotnisko. Tłum ludzi,którzy z niecierpliwością czekają, by wsiąść na pokład samolotu...i Ja.
Jessie Kate Roe. 17-latka z nadąsaną miną jak u 5-latka, któremu rodzice nie chcą kupić zabawki.
Dobrze zdawałam sobie sprawę jak wyglądam, mimo to nie mogła nic na to poradzić... Nie miałam ochoty na podróżowanie.

Zgodziłam się na ten wyjazd tylko z powodu mojej najlepszej przyjaciółki, która uparła się, że w te wakacje MUSIMY pojechać do Australii. Naomi jest dość ekscentryczną osobą. Trudno jej dogodzić w czymkolwiek, a jeśli coś nie idzie po jej myśli od razu dostaje napadu złości.
Uwielbia podróżować i imprezować,a najbardziej kocha łączyć te dwie rzeczy. Znamy się praktycznie od dziecka, a mimo to ciągle dowiadujemy się o sobie czegoś nowego.

-Jess, uśmiechnij się! Jedziemy do Australii!- pocieszała mnie blondynka, widząc jak wpatruję się w swój telefon. -Jak kocha to poczeka.- zaśmiała się

I właśnie tego się obawiałam, że nie poczeka. A co jeśli przez moją nieobecność chłopak moich snów znajdzie sobie nową dziewczynę?

Od 6 miesięcy spotykam się z Zayn'em. Poznaliśmy się na sesji zdjęciowej. To była miłość od pierwszego wejrzenia.Od tamtego momentu byliśmy nie rozłączni, aż do teraz. Jeszcze nigdy nie rozstawaliśmy się na tak długo, zazwyczaj na 2-3, góra 4 dni. Każda normalna dziewczyna by się martwiła. Każda, tylko nie Naomi. Ta dziewczyna ma dystans do takich spraw. Jej chłopak od 2 lat mieszka w L.A i widują się raz na dwa miesiące, ale jej to kompletnie nie przeszkadza. Uważa, że to wzmacnia ich związek. Ja, niestety, jestem innego zdania. Nie wyobrażam sobie nie móc się do niego przytulić choć na chwilę, powiedzieć mu 'kocham cię' i spojrzeć w jego piękne, czekoladowe oczy.

Z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos rozchodzący się po pomieszczeniu 'Pasażerowie lotu 250 proszeni o wejście na pokład'.

-Jessie! Szybko!- Naomi pociągnęła mnie za rękę. Ledwo co zdążyłam złapać swoje bagaże.

Prawda jest taka, że nienawidzę latać samolotami. Za dużo naoglądałam się 'Zagubionych' żeby teraz spokojnie podróżować w przestworzach. W sumie ze środków transportu to lubię tylko deskorolkę. Tak, deskorolki są w porządku.

-Tylko błagam cię, Jess, tym razem bez żadnych ataków paniki.- westchnęła Naomi siadając obok mnie.

Zdarza się. że czasami coś we mnie wstępuje i zaczynam wariować, krzyczeć itp. Ale nie jestem wariatką, przynajmniej nie taką, która kwalifikuje się żeby zamknąć ją w psychiatryku.

-Postaram się.-posłałam przyjaciółce szczery uśmiech, który odwzajemniła.

Naomi, jak zawsze, założyła słuchawki na uszy i 'tańczyła', zapominając, że nie leci sama. Ja, natomiast, wyciągnęłam swój szkicownik i zaczęłam rozglądać się w poszukiwaniu inspiracji. Nie było to łatwe, gdyż dookoła wszyscy postanowili uciąć sobie drzemkę. Nie mając pomysłu na rysunek, schowałałam szkicownik z powrotem do torby i 'podziwiałam' widoki.

Podróż minęła stosunkowo szybko, może dlatego, że poszłam w ślady otaczających mnie ludzi i sama zasnęłam. Obudził mnie dopiero huk, który wydobył samolot podczas lądowania.

-W końcu stały ląd!-zerwałam się z fotela.-Naomi, wychodzimy!-szturchnęłam dziewczynę, która nadal  się wyginała.-Naomi!- wyrwałam jej słuchawki -Jesteśmy!
-Tak szybko?-burknęła i z wielkim żalem schowała telefon do kieszeni.

Gdy wysiadłyśmy z samolotu, Naomi zadzwoniła po taxówkę. Oczywiście, zapomniała powiedzieć, gdzie jesteśmy. Przypomniała sobie o tym dopiero po godzinie siedzenia na lotnisku.
Nie miałyśmy wyjścia. Musiałyśmy iść na pieszo.
Kolejna rzecz, której nienawidzę to CHODZENIE! Nie znoszę spacerów!

-Ostatni raz, gdzieś z tobą jadę!- burknęłam patrząc na przyjaciółkę.
-Oj, przestań! To będzie niezwykła przygoda. Jeszcze będziemy się z tego śmiały!-posłała mi słodki uśmiech.
-Nie wydaje mi się.-zmarszczyłam brwi.

Po godzinie naszego marszu skapitulowałam. Usiadłam na swoich walizkach i nie miałam najmniejszego zamiaru się stamtąd ruszać.

-Nie wygłupiaj się!- spojrzała na mnie Naomi.-To już niedaleko. Dasz radę.
-Nie dam. Jak chcesz to idź sobie sama! Ja tu zostaje!-skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej i odwróciłam głowę w drugą stronę.
-Nie radzę.-usłyszałam australijski akcent.-To miasto roi się od pedofilów.
-Mam to gdzieś.-burknęłam, odwracając głowę i spoglądając na bruneta z niebieskim pasemkiem, co jeszcze bardziej przypomniało mi o tym, jak bardzo tęsknie za Zayn'em.
-Zgubiłyście się?- zlekceważył moją odpowiedź i spojrzał na Noami.
-Nie.-burknęłam.
-Przepraszam za nią, jest trochę...
-Humorzasta?-dokończył chłopak, uśmiechając się.

Ja? Ja, jestem humorzasta? Ciekawe jakby to on musiał przejść taki kawał drogi..nadal byłby taki zadowolony?

-Nie jestem humorzasta, tylko zdenerwowana, wściekła, ale na pewno nie humorzasta!-warknęłam
-Jak tam sobie chcesz...-odparł, nawet na mnie nie spoglądając.- A więc?-znowu zwrócił się do Naomi
-Tak, wiesz gdzie jest...-blondynka zaczęła szukać czegoś w torbie. Po chwili wyciągnęła ulotkę hotelu, w którym miałyśmy rezerwację i podała chłopakowi.
On jednak nic nie odpowiedział tylko zaczął się śmiać.

-Nie widzę w tym nic śmiesznego.-skreśliłam go wzrokiem.
-A ja tak. Ten hotel jest w Sydney, a wy jesteście w Melbourne.
-Co? Niemożliwe!-Naomi spojrzała na ulotki.
-Nie widzę problemu.-odparłam spokojnie- Kiedy mamy najbliższy lot do Sydney?
-Jessie, ty nic nie rozumiesz! Nawet jeśli polecimy do Sydney to i tak nasza rezerwacja mija! Nie mamy gdzie spać! Będziemy musiały spać na ulicy!- blondynka zaczęła histeryzować i chodzić w kółko.
-Możecie przenocować u mnie.-uśmiechnął się chłopak.
-Taa..jasne. Chodźmy do domu jakiegoś nieznajomego kolesia, którego poznałyśmy na ulicy i nawet nie wiemy jak ma na imię.Pewnie.- burknęłam
-Skoro się zgadzasz.-uśmiechnęła się Naomi-Chętnie!-blondynka spojrzała na chłopaka.

Czasami nie wyrabiam z jej głupoty.

-Naomi, to był sarkazm.-wywróciłam oczami
-Nie bądź taka sztywna!- zaśmiał się chłopak.- A tak w ogóle to jestem Luke! Teraz już znasz moje imię  .
-Nie jestem sztywna!-spojrzałam na niego wzrokiem mordercy
-Udowodnij.-zaśmiał się
-Ja nic nie muszę...-nie dokończyłam
-Miło cię poznać, jestem Naomi, a to Jessie.Ona się zgadza.-dziewczyna spojrzała na mnie-Prowadź!
-Akurat świetnie trafiłyście bo organizuję dzisiaj imprezę.-uśmiechnął się Luke.
-Impreza!-ucieszyła się Naomi.

Jeszcze tylko tego brakowało! Żeby jakiś obcy koleś zapraszał nas na imprezy.Oczywiście Naomi to nie przeszkadzało. Ona nie widziała w tym nic złego. Przez całą drogę  flirtowała z Luke'iem. Była dobra w te klocki. Nie było chłopaka, który nie uległ by czarowi Naomi.
Ja szłam za nim, czując jak w środku wszystko się we mnie gotuje  ze złości.