środa, 5 lutego 2014

Rozdział #5


Obudziłam się w wyśmienitym humorze. Nie zdążyłam nawet podnieść się z łóżka, a do moich drzwi dobijała się już Naomi.
-O! Nie śpisz!- weszła do pokoju , ciągnąc za sobą walizkę.
-Tylko nie mów, że znowu chcesz się zamienić pokojami.-wystraszona spojrzałam na przyjaciółkę
-Niee..-zaśmiała się- Chłopcy szykują imprezę, więc my mamy czas dla siebie.
-Dobra, co masz na myśli?-zdziwiłam się
-No chyba nie chcesz iść na imprezę tak!-zmierzyła mnie wzrokiem
-No tak nie...-spojrzałam na piżamę, w której byłam.
-Wyskakuj! Mam dla ciebie kilka, wyjątkowych stylizacji! Na ostatniej imprezie nie bawiłaś się za dobrze...dlatego na tej musisz!-ekscytowała się blondynka, wyciągając ubrania ze swojej walizki.

Naomi miała szczęście, że miałam dzisiaj dobry humor, bo inaczej nigdy bym się nie zgodziła na te przebieranki.
Przymierzyła mnóstwo ciuchów,w których czułam się nieswojo.Wielokrotnie tłumaczyłam Naomi, że to nie mój styl, ale ona nie rozumiała...musiała postawić na swoim. <klik>
-Gotowe!-radowała się ze swojego działa
-Jesteś pewna, że mogę tak wyjść?- z niepewnością w głosie spojrzałam na swoje odbicie w lustrze.
-Przestań się wygłupiać!-uśmiechnęła się-Wyglądasz nieziemsko!
-Dobra, chodźmy coś zjeść!-zadowolona ruszyłam w stronę drzwi, ale Naomi szybko złapała mnie za rękę.
-Oszalałaś? Po moim trupie! Wyjdziemy dopiero wtedy, gdy zacznie się impreza.-usiadła na łóżku.
-Dobrze się czujesz? Jestem głodna!- spojrzałam na nią błagalnie, co oczywiście zlekceważyła.

Nagle zauważyłam, że mój telefon wibruje. Szybko ruszyłam w jego stronę. Byłam przekonana, że to Zayn. Blisko...Liam.
-Tak?-wcisnęłam zieloną słuchawkę
-Hej, Jessie! Jak się masz?- rozległ się przyjazny głos chłopaka, za którym tak bardzo tęskniłam.
-Och, Liam. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że dzwonisz- byłam tak szczęśliwa, że go słyszę, że miałam ochotę płakać-Co się z wami dzieje? Dlaczego Zayn nie odbiera? Gdzie jesteście?

Każde pytanie, zadawałam tak jakby było ostatnim i jakby bała się, że za chwilę Liam się rozłączy i już nigdy go nie usłyszę.

-Zayn?-spytał niepewnie- Nie dzwonił do ciebie?- w głosie chłopaka słychać było zawahanie.
-Nie, nie dzwonił...-odparłam zdenerwowana- A miał zamiar? Jest obok ciebie?
-Wiesz, przepraszam Jess, ale muszę lecieć...chciałem tylko dowiedzieć jak się czujesz.
-Liam, Liam..- mówiłam do słuchawki, dopóki się nie rozłączył.

Zdenerwowana położyłam się na łóżku i zakryłam twarz dłonią.
-Co chciał?- spytała wystraszona Naomi, jakby coś skrywała
-Naomi, gdybyś o czyś wiedziała, powiedziała byś mi, prawda? -spojrzałam na przyjaciółkę, powstrzymując się od łez-Powiedziałabyś mi? -powtórzyłam
-Jessie...-odwróciła wzrok w drugą stronę
-Powiedziałabyś?-nie dawałam za wygraną
-Tak, tak....-odparła, tak jakby tylko chciała, żebym przestała męczyć ją pytaniami.

Nie uwierzyłam... nie mogłam. Domyślałam się, że skrywała przede mną tajemnicę, jednak nie miała ochoty prowadzić dalszego wywiadu, w tej sprawie.

Przez kilka godzin siedziałyśmy w pokoju, nie zamieniając ze sobą, ani słowa. Nigdy nie pomyślałabym, że Naomi potrafi wytrzymać bez gadania, dłużej niż 45 min, a jednak.

Rozległo się pukanie do drzwi.
-Żyjecie tam jeszcze?-dobijał się Beau
-Tak, tak, już wychodzimy. -Naomi poprawiła włosy i spojrzała na mnie.

W jej oczach pojawiło się coś chłodnego, coś niepodobnego do niej. Nie spojrzała na mnie jak na przyjaciółkę, którą zna od małego, ale jak na zupełnie obcą osobę....

-No, szybko!- poganiał nas Skip

Wzięłam głęboki wdech i podeszłam do drzwi. Naomi wyszła pierwsza, a ja tuż za nią. Rozkojarzona, zamyślona i zobojętniała...tak właśnie wyglądałam. Słyszałam tylko komplementy jakie rzucali chłopcy, jednak nie miałam siły odpowiadać, więc posyłałam tylko sztuczne uśmiechy. Moją uwagę zwrócił Luke, który, tak jak ja, był myślami w zupełnie innym miejscu.

Po chwili, ludzie zaczęli się schodzić. Zanim się obejrzałam cały dom był wypełniony nieznanymi mi osobami.
Mijałam miliony twarzy, z której żadnej nie potrafiłam odnaleźć choć jednej znajomej mi twarzy.
Nagle poczułam, że ktoś łapie moją dłoń. Nie widziałam twarzy,ale czułam, że prowadzi mnie w strone tylnego wyjścia. Gdy znaleźliśmy się na świeżym powietrzu, chłopak odwrócił się i rozpoznałam w nim Luke'a. Miałam ochotę z powrotem wrócić do środka.
-Oboje dobrze wiemy, że nie chcesz tam wracać.- odparł Luke spoglądając na mnie

Miał rację...

Nie odpowiedziałam.
-Chodź, za mną. Pokażę ci coś.- ruszył przed siebie.
-Dlaczego miałabym to zrobić?- w końcu udało mi się wydobyć z siebie choć kilka słów

Tym razem, to on, zlekceważył pytanie, idąc dalej.

Stałam przed dylematem, czy wrócić na imprezę, na co w ogóle nie miałam ochoty, lub iść za chłopakiem, którego poznałam kilka dni temu, a już zdążyłam go znienawidzić.
W końcu wybrałam tą drugą opcję.

Szłam za nim, śledząc każdy jego ruch.

W końcu zatrzymał się przed ogromnym jeziorem i usiadł na trawie. Nie miałam pojęcia co mam teraz zrobić. Stałam przez chwilę, wpatrując się w spokojną taflę.

-Po co tu mnie przyprowadziłeś?- spytałam, nie spuszczając z wzroku jeziora, które w jakiś dziwny, sposób sprawiało, że czułam się jak w domu...
-Bo chciałem żebyś to zobaczyła.- wstał i podszedł do mnie.- Ciągle tylko narzekasz, jak tu jest okropnie i ...
-Nigdy nie powiedziałam nic takiego.-przerwałam mu- Ale masz racje, tu jest pięknie.-wzięłam głęboki wdech.
-Ale się odstroiłaś...- zmierzył mnie wzrokiem i znowu powrócił ten 'stary' Luke
-Dziękuję?- postanowiłam uznać to za komplement.
-Chodź!-pociągnął mnie za rękę

Nie miałam nawet czasu, żeby zaprotestować. Tu było tak pięknie.

-Plac zabaw?- zdziwiłam się

Luke, usiadł na huśtawce i zaczął się bujać. Poszłam w jego ślady.

-Gdy byliśmy mali przychodziliśmy tutaj.-spojrzał w piasek.

Nie miałam pojęcia, dlaczego on mi  to wszytko mówi.
Bujaliśmy się przez najbliższe kilka godzin, śmiejąc się i  rozmawiając o mało istotnych rzeczach. Tak bardzo mi tego brakowało...rozmowy o niczym.

Chłopak spojrzał na zegarek.
-Strasznie, już późno..musimy wracać-zeskoczył z huśtawki

Nie miałam najmniejszej ochoty się stąd ruszać.

-Nie chcę..-westchnęłam
-Jest 4.00 rano!- zaśmiał się
-No dobrze...- wstałam z huśtawki i podeszłam do chłopaka.- Ale obiecaj mi jedno...-spojrzał mu w oczy- Obiecaj mi, że jeszcze kiedyś przyprowadzisz mnie tutaj.-rozejrzałam się po placu.
-Obiecuję.-zaśmiał się
-I będziemy tu siedzieć cały dzień..-rozmarzyłam się- albo nie! Pójdziemy nad to jezioro! Żałuję, że nie zabrałam szkicownika, tak bardzo chciałabym to wszystko namalować!
-Pójdziemy, gdzie tylko będziesz chciała, ale teraz wracajmy już!
Marząc dalej, szłam tuż obok Luke'a.

-Twoje rysunki są niesamowite.- powiedział, budząc mnie z moich rozmyśleń
Te słowa z jego ust zabrzmiały wyjątkowo miło.
-Dzięki.-uśmiechnęłam się, sama do siebie.

Gdy staliśmy już przed drzwiami do domu, Luke zatrzymał się i spojrzał na mnie.
-Jak widzisz tu nie jest tak źle, a nie widziałaś jeszcze wszystkiego!
-A więc, może pokażesz mi swoje miasto?- uśmiechnęłam się
-Mogę zacząć nawet od jutra.
-Niech będzie.-poprawiłam włosy
-Już nie mogę się doczekać.-odparł
-Ja też.- z uśmiechem na twarzy otworzyłam drzwi i weszłam do środka, zostawiając chłopaka na zewnątrz.

Dom wyglądał jak po przejściu huraganu, albo nawet gorzej. Wszędzie leżały puszki po piwie, serpentyny i inne dziwne śmieci. Weszłam do pokoju, delikatnie naciskając klamkę zamknęłam drzwi po czym rzuciłam się na łóżko, nadal marząc o przecudownym widoku jeziora i oczach pełnych blasku...oczach, które sprawiały, że zapominałam o wszystkim...oczach, które należały do Luke'a....

Rozdział #4

 Przez całą noc nie mogłam zmrużyć oka. Ciągle myślałam o Zayn'ie. Gdzie jest? Co robi? Dlaczego nie dzwoni? Moje myśli po chwili skierowały się na Luke'a. Nie wiem jak ja w ogóle mogę myśleć o kimś tak niewychowanym i niegrzecznym. W moim  życiu poznałam wiele ludzi, ale na takiego jak on jeszcze nie było. W głowie nadal miałam widok jego oczu. To one nie dawały mi zasnąć. Zastanawiałam się, co by się stało, gdybym go pocałowała... Jak ja mogłam choć przez chwilę myśleć o kimś takim...o kimś kto nie jest Zayn'em, w taki sposób.
Postanowiłam zająć się czymś sensownym, żeby przestać myśleć. Ślęcząc nad walizkami przez jakieś 15 min. wygrzebałam ciuchy.<klik>

Wzięłam swój szkicownik i pocichutku, by nikogo nie obudzić wyszłam z pokoju. Delikatnie zamknęłam drzwi i...znowu o mało co nie dostałąm zawału, widząc Luke'a stojącego przede mną, na dodatek bez koszulki.
-Dokąd się tak skradasz? To do ciebie niepodobne...co się stało z twoją sztywną naturą.-zaśmiał się
-Wystraszyłeś mnie.-burknęłam.
-Co to?-spojrzał na mój szkicownik, który automatycznie schowałam za siebie.
-Co?Gdzie?Nic.-odeszłam kawałek.
-To!
Luke wyrwał mi z rąk mój zeszyt i zaczął nim wymachiwać.
-Zostaw! To nie twoje!-krzyknęłam

Chłopak jednak nie posłuchał i biegał po całym salonie z moim szkicownikiem w ręce.
-Weż go sobie!-zaśmiał się, wskakując na kanapę.
-Zachowujesz się jak nieokrzesany bachor!-warknęłam
-Ale to nie ja mam tatuaż 'Never grow up'

I wtedy mnie zamurowało. Skąd on wiedział o moim tatuażu, a raczej o tym co jest tam napisane. Nie afiszuję się z nim na prawo i lewo, a on zwrócił na nie uwagę.

-Oddaj! -krzyknęłam, wyciągając dłoń, w jego stronę.
-Poproś.-uśmiechnął się zadziornie

Sądziłam, że nie mogę go już bardziej nienawidzić...myliłam się.

-Daj mi mój szkicownik!-odparłam
-To nie brzmiało jak prośba.-pokręcił głową i zaczął przewracać strony.

Mimo moim dalszym namową , Luke był nieugięty. Zdenerwowana podeszłam do chłopaka i zaczęłam szarpać mój zeszyt...i znowu leżałam na jego gołej klacie.
-Zaczynam myśleć, że ci się to podoba.-zaśmiał się Luke
-Ugh..-zabrałam swój szkicownik i podniosłam się.-Nigdy więcej nie dotykaj moich rzeczy!-oburzona całą tą sytuacją usiadłam na kanapie.
-To jest tylko zabawa.-powiedział to tak, jakby to była najoczywistrza sprawa na świecie.
-Zabawa?-skreśliłam go wzrokiem i wróciłam do pokoju.

Odłożyłam szkicownik w bezpieczne miejsce i z powrotem wróciłam do salonu. Luke siedział na kanapie z  laptopem na kolanach, tym razem już w koszulce.

-Ochłonełaś już?-spojrzał na mnie

Zignorowałam jego głupawe pytanie.

-O, hej!- w drzwiach stanął Beau bez koszulki.

To chyba u nich rodzinne, że chodzą bez koszulek.

-Cześć-odparłam obojętnie
-Uu...widzę, ktoś wstał dziś lewą nogą. Nie martw się, Janoskians poprawi ci humor.-Beau puścił mi oczko.
-Co? Janors...Janok...co?-spojrzałam na chłopaka
-Janoskians.-powtórzył
-Co to?-spojrzałam na niego jak na idiote. Nigdy wcześniej nie słyszałam o czymś podobnym.
-Gdzie ty mieszkasz?-chłopak podszedł do mnie, a Luke śmiał się pod nosem.
-W Londynie.-burknęłam.
-Byliśmy w Londynie.
Mało mnie to interesowało...ale liczyłam na to, że w końcu wyjaśni mi o co chodzi z tym cały 'Janoskians'.
-Luke, pokaż jej.-Beau usiadł obok brata.

Nie wiedziałam czy mam się teraz bać...
-No siadaj!-Luke spojrzał na mnie, pokazując miejsce obok siebie.
Oczywiście usiadłam, ale o wiele dalej.
-Jak ty masz zamiar cokolwiek widzieć?-westchnął i sam się do mnie przysunął.

Siedział tak blisko mnie. Jego ramię stykało się z moim. Czułam jego zapach...Jeszcze kilka minut temu chciałam uciec stąd jak najdalejsię da, a teraz  miałam ochotę wtulić się w jego umięśnione ramione...
Chyba zaczynam świrować.

Luke wszedł w YouTube i w wyszukiwarce wpisał 'Janoskians'. Potem wcisnął pierwszy filmik, ktory wyskoczył i przeniósł swój wzrok na mnie. Przyznaję się, było to dość krępujące.
Szybko zrozumiał kim są 'Janoskians' i dopiero teraz zdałam sobie sprawę, gdzie się znajduję. Ci chłopcy to jacyś wariaci!

-I jak?-spytał Beau- Poprawił ci się humor?
-Wiesz, patrzenie jak ktoś wymiotuje nie sprawia, że jestem szczęśliwsza.-podniosłam się z kanapy i posłałam mu wymuszony uśmiech.
-Dlatego nasi fani, nie są tacy sztywni jak ty!- odparł Luke
-Możesz sobie darować, te komentarze?-spojrzałam na chłopaka
-To był jeden filmik.-odparł Beau- Nie widziałaś wszystkich...
-Przepraszam, ale nie mam ochoty oglądać innnych... Przepraszam.-zagryzłam dolną wargę i wszłam na zewnątrz.

Zdaję sobie sprawę, że nie zachowałam się miło wobec Beau...w sumie ten ich filmik nie był taki zły. Ja tutaj nie pasuję...

Nie miałam zamiaru przesiedzieć całego dnia na dworzu, więc weszłam do środka, tylko po to by zamknąć się wpokoju. Nagle usłysząłam pukanie do drzwi.
-Proszę.-westchnęłam spoglądając w stronę uchylających się drzwi.
-Nie przeszkadzam?-spytał niepewnie Jai, siadajac na łóżku
-To twój dom.-odparłam
-Jessie, nie szkodzi, że nie podobają ci się nasze filmiki. To nie ma znaczenia. Nikt nie jest na ciebie zły.

Wydało mi się to słodkie. Biedaczki myślą, że jest mi smutno bo zraniłam ich uczucia.Aww....

-Cieszę się.-powstrzymywałam się od śmiechu-Nie powiedziałam, że nie podobają mi się... widziałam tylko jeden filmik, więc...jest nadzieja.-spojrzałam na chłopaka,który wpatrywał się we mnie.- Dlaczego się mi się tak przyglądasz?-zaśmiałam się, a chłopak zrobił się cały czerwony.
-Bo jesteś piękna.-powiedział to tak, że przez chwilę poczułam się jakby był przy mnie Zayn, jednak po chwili zorientowałam się, że to nie on siedzi obok mnie tylko Jai. Teraz to ja cała płonęłam z czerwoności.
-Nie powinienem, prawda?-spojrzał na mnie
-Nie, to było całkiem fajne. Miło usłyszeć coś innego na swój temat niż tylko to, że jestem sztywna.-wzięłam głęboki wdech.
-Cały Luke.-zaśmiał się Jai.- Pamiętaj, gdybyś czegoś potrzebowała dzwoń.- wstał z łóżka i wyszedł.

Teraz miałam jeszcze większy mętlik w głowie. Muszę porozmawiać z Naomi. Szybko ruszyłam w stronę jej pokoju. Nie pukając weszłam do środka i usiadłam obok niej.
-Hej?-spojrzała na mnie jak na wariatke
-Cześć.-uśmiechnęłam się
-Spójrz.-Naomi podała mi swój laptop.

Oglądała jeden z filmików 'Janoskians'
-Oni są niesamowici.-ekscytowała się Naomi

To prawda... każdy z nich był NIESAMOWITY.
Obejrzałyśmy chyba milion filmików, przy czym śmiałyśmy się jak wariatki.

-Wszystko w porządku?-do pokoju wszedł Beau z całą ekipą.
-Taaak.-wyjąkała Naomi przez śmiech.
-Co oglądacie?-podszedł Skip- Janoskians!-uradowany spojrzał na chłopaków
-I jak Jess, co teraz sądzisz?-spytał Beau
-Że jesteście bardzo dziwni, ale przede wszystkim strasznie zabawni.-uśmiechnęłam się
-Chodźcie! Grupowy misiek!-James rozstawił ręce.
-Obejdzie się.-Luke wywrócił oczami i wyszedł.

Oglądanie filmików z Naomi sprawiło, że zapomniałam o tym jak bardzo tęskniłam za Zayn'em.
Gdy wróciłam do pokoju próbowałam dodzwonić się do niego, ale na marne. Reszt One Direction, albo odrzucała połączenia, albo ignorowała moje telefony. Jedynie Liam raz odebrał i powiedział, że nie może teraz rozmawiać i ,że za mną tęskni.

-Jess, wychodzimy na kręgle!- krzyknął James- Idziesz?
-Już!-rzuciłam telefon na łóżko i wyszłam.

Kręgielnia nie była daleko, ale przez tą krótką drogę najadłam się tyle wstydu jak nigdy. Chłopcy ciągle kogoś zaczepiali, albo się wydurniali.

Pierwszy raz byłam w kręgielni. Było to niesamowite miejsce, nawet jeśli nie za bardzo wiedziałam na czym polega ta gra. Z filmów pamiętam tylko, że kulą rzuca się w te pionki i kompletnie nic więcej.

Ja i Naomi zajęłyśmy stolik, a Beau i Skip poszli po coś do picia.

-Zgaduję, że nie grałyście nigdy w kręgle...-zaśmiał się Luke.
-Ja kiedyś grałam.-pochwaliła się Naomi
-A ja nie.-odparłam obojętnie- Ale szybko się uczę-dodałam widząc minę przyjaciółki.
-No to  patrz i się ucz.- Luke jako pierwszy podszedł do kul.

Przyglądałam się każdemu ruchowi, żeby nie wyjść na idiotkę.
chłopak zbił wszystkie kręgle.
-Tak to się robi.-uśmiechnął się, siadając na przeciwko mnie.-Twoja kolei.
-Dobrze.-wstałam od stolika i podeszłam do kul, po długim namyśle wybrałam fioletową kulę. Wzięłam głęboki wdech i już miałam rzucać, gdy poczułam czyjąś dłoń na swoich biodrach.
-Zrobisz sobie krzywdę.-zaśmiał się Luke, przesuwając mnie.
Czułam się jak marionetka.
-Rzuć.-szepnął mi do ucha
Wykonałam jego polecenie, ale zamiast patrzeć ile kręgli przewróciłam, odwróciłam się w sronę Luke'a.

-Wow!-krzyknęła Naomi-Zbiłaś wszystkie!
Dopiero słysząc  krzyk przyjaciółki otrząsnęłam się i odwróciłam w stronę kręgli.
-Udało ci się.-odparł Luke
-Bez ciebie...
-Dałabyś sobie radę.-przerwał mi i zajął swoje miejsce przy stoliku.
Zrobiłam to samo.
nie potrafiłam się na niczym skupić. Ciągle czułam jego dotyk na mojej skórze. Przez moment przestałam go nienawidzić...
Przez bardzo krótki moment.
-idziemy kręcić filmik, idziecie?-spytał Beau
-Wątpie, czy Panna Sztywna będzie chciała...-zaśmiał się Luke
-przestań mnie tak nazywać!-burknęłam-i tak chcę. Podobają mi wasze filmiki, tylko szkoda, że jest w nich tak dużo Luke'a!-spojrzałam na chłopaka
-O, serio?-oburzył się
-Stop!-warknęła Naomi-Dosyć tego! Możecie w końcu przestać! I tak wszyscy wiedzą, że się lubicie.
-Co?-spytaliśmy równocześnie
-Nie lubię sztywnych lasek!-Luke wstał z krzesła
-Doprawdy? A ja nie lubię aroganckich i niewychowanych dzieciaków jak ty! Wychodzę!-warknęłam i wybiegłam z kręgielni.

-Jess!-usłyszałam głos Jai'a.
-Luke nie chciał.
-Luke zawsze nic nie chciał. Chcę usłyszeć przeprosiny od twojego brata, a ne od ciebie.-odwróciłam się w stronę chłopaka.
-Daj m czas, on..
-Dałam mu wystarczająco dużo czasu! Wracaj do reszty, poradzę sobię.
-Pamiętasz drogę do domu?-spojrzał na mnie
-Yyy...tak, raczej tak.-odparłam niepewnie.

Nie miałam pojęcia, jaka jest droga powrotna.

-Dla pewności, odprowadzę cię.-zaśmiał się-Chłopacy poczekają.

Przy Jai'u zapomniała o tym jak bardzo wnerwia mnie to miasto.

-Pamiętaj, jakbyś czegoś potrzebowała
-Zadzwonię.-zaśmiałam się wchodząc do domu.

Wróciłam do pokoju i położyłam się na łóżku. Byłam tak zmęczona, że zanim się obejrzała morfeusz zabrał mnie do swojej krainy snów.

Obudził mnie trzask drzwi, dochodzący z zewnątrz. Momentalnie wstałam z łóżka i poszlam zobaczyć co się stało.

Nikogo nie było prócz Luke'a, który leżał na kanapie z laptopem. Miałam zamiar z powrotem wrócić do pokoju, ale Luke odłożył laptop i powiedział, żebym poczekała.
Z łaską usiadłam na drugi końcu kanapy.
-Nie bój się, nie gryzę, a nawet jeśli to obiecuję, że będzie ci się podobało.- uśmiechnął się zadziornie, co nie było adekwatne do zaistniałej sytuacji.
-Czego chcesz?-burknęłam, zostając na swoim miejscu.
-Sorry, że nie znasz się na żartach i jesteś sztywna.-odparł
-Co proszę?
Zamurowało mnie. Sądziłam, że na serio coś zrozumiał, ale najwidoczniej nie.
-To co słyszałaś.-uśmiechnął się
-Ugh...- zdenerwowna wstałam z kanapy.
-Hej kochani! Jutro impreza!-do salonu wszedł Beau
-Przecież nie tak dawno jedne już się odbyła..-spojrzałam na chłopaka
-Ale to było tak dawno...-zaśmiał się i wrócił do kuchni

Zdenerwowana wróciłam do pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi. Próbowałam dodzwonić się kilka razy do Zayn'a, ale bezskutecznie.



Rozdział #3

Obudził mnie wrzask Naomi. Szybko wybiegłam z pokoju, żeby zobaczyć co się stało. Chłopcy mnie uprzedzili. Cała piątka była już na miejscu, a Naomi stała na łóżku.
-Co się stało?-spytałam zaspana
-Pająk!-krzyknęła

Po tym słowie Jai wycofał się do tyłu. 

-Tyle hałasu o pająka?-westchnął Luke, który wziął zwierzątko, na ręke i wyrzucił przez okno.- Już. pająka nie ma, możesz spać.

Chłopcy byli ubrani. Co oznaczało, że byli tak zmęczeni po imprezie, że nawet nie mieli siły się przebrać.

-Ale był. Nie mam zamiaru spać w tym pokoju. Jessie, zamień się! Błagam!-zrobiła słodkie oczka
-Dobra.-burknęłam- Mi tam wszystko jedno.-poprawiłam włosy.
-Fajna piżamka.-zaśmiał się James.

Wtedy zorientowałam się, że jestem w samej piżamie, a na dodatek moje włosy sterczą na wszystkie strony. 

-No to chyba koniec spania.-westchnął Beau.

Każdy rozszedł się  do swoich pokoi by się przebrać. Długo sterczałam nad walizką, aż w końcu wybrałam. <klik> 
Po kilku minutach szykowania byłam gotowa. Już miałam wychodzić, gdy do moich drzwi zapukała Naomi.
-Mogę wejść?-spytała siadając na łóżku.
-Chyba już to zrobiłaś?-zaśmiałam się.
-Chyba komuś wpadłaś w oko.-spojrzała na mnie
-Ja?-zdziwiłam się-Nie zauważyłam. Poza tym, nie obchodzi mnie to. Mam chłopaka.
-Tak,chłopaka, który jest na drugim krańcu świata.- dziewczyna wywróciła oczami
-To nie ma znaczenia, gdzie jest.-oburzyłam się
-No weź! Dlaczego choć na chwile nie możesz przestać trzymać się tych głupich zasad i zaszaleć?
-Te zasady to lojalność wobec osoby, którą kocham.-poprawiłam dziewczynę.
-Jezu, masz 17 lat, a zachowujesz się jak 70 latka. Luke miał racje.-Naomi podniosła się z łóżka
-Luke?-zdziwiłam się-Niby w czym?
-Że nie potrafisz się bawić.
-Zabwą nazywasz nielegalne picie alkoholu i flirtowanie  z jakimiś chłopakmi?
-Przepraszam bardzo, ale to nie ja się miziałam  z obcym kolesiem-spojrzała na mnie
-Co? Ja przecież z nikim....-zbulwersowałam się
-Luke mówił...
-Luke, no jasne. To co powie Luke jest święte, tak? Dla twojej wiadomości nie miziałam się z Daniel'em.
-Z nim może nie...-westchnęła- Ale ciekawe co robiłaś z Jai'em jak poszliście do pokoju?
-Tak, spaliśmy ze sobą, wiesz, ale rano jakoś w magiczny sposób wyparował.-burknęłam- Nie wierz we wszystko co ci Luke powie.
-Nie wierzę, ale z nim się o wiele lepiej bawię niż z moją najlepszą przyjaciółką.-Naomi spojrzała na mnie i wyszła z pokoju.

Ten chłopak coraz bardziej mnie denerwował. Nie dość, że rozpowiadał jakieś niestworzone historie o mnie , to jeszcze sprawił, że pokłóćiłam się z przyjaciółką. 

Postanowiłam w końcu wyjść z pokoju i przywitać się z resztą. Jai, Beau, James i Skip siedzieli w kuchni, a raczej leżeli na stole.

-Hej-szepnęłam
-Głowa mi pęka!-mruczał Daniel.
-Zrobić wam herbatę?-spojrzałam na nich
-Jakbyś nie zauważyła nie ma jeszcze 5pm., a poza tym to nie Londyn.-do kuchni wszedł Luke, który o dziwo wyglądał najlepiej z nich wszystkich.
-Jak to możliwe, że nie masz kaca?-burknął Beau
-Bo w przeciwieństwie do was potrafię pić.-zaśmiał się
-Gdzie Naomi?-spytałam
-Skąd mam wiedzieć?-odparł Luke
-No, nie wiem, pomyślałam, że może opowiadasz jej te swoje zmyślone bajeczki z moją osobą w roli głównej. Strasznie mi przykro, że uraziłam twóje ego, ale...
-Nie rozwiaj się..-skreślił mnie wzrokiem- Aż tak dobra nie jesteś.-wstał i wyszedł z kuchni
-Ugh...-trzasnęłam pięścią w stół.
-Jessie!-mruknął Jai.-Nie tak głośno.
-Przepraszam.-odparłam- Chcecie coś?

Chłopcy przecząco pokręcili głowami, więc postanowiłam się przejść. Wzięłam swoją deskę i wyszłam.    Cały czas licząc, na telefon od Zayn'a, choć wydawało się to trochę niemożliwe ze względu na strefy czasowe. Ze smutkiem schowałam telefon do kieszeni.

Po drodze natknęłam się na Naomi z torbami od zakupów. Co mogła robić Naomi, jak nie siedzieć w sklepach? 

-Jesteś!-zatrzymałam się przed przyjaciółką.-Martwiłam się.
Naomi nic nie odpowiedziała tylko rzuciła mi się na szyję. 
-Przepraszam, żałuję wszystkiego co powiedziałam. To miasto zmienia człowieka-zaśmiała się-Wybaczysz mi?
-Jeżeli ty wybaczysz mi?-odparłam
-Jasne.Wracamy?-spojrzała na mnie
-Z chęcią.-westchnłęam.

Gdy wróciłyśmy do domu, chłopcy właśnie wychodzili.
-O!Jesteście! -ucieszył się Jai.- Idziemy grać w kosza.
-Idziemy z wami, tylko odłoże torby!-Naomi wbiegła do środka.
-Jak się czujecie?-spojrzałam na chłopaków
-Lepiej.-zaśmiał się Beau
-Już!-dziewczyna wybiegła.

Przez całą drogę do parku rozmawiałam z Jai'em. Luke szedł na samym końcu.
Gdy byliśmy na miejscy chłopcy poszli grać, a my...my stałyśmy na środku boiska i patrzyłyśmy.
Nagle Beau ściągnął koszulkę. Miał się czym pochwalić, trzeba to przyznać. W jego ślady poszła reszta przyjaciół. Widać było, że chłopcy spędzają trochę czasu na siłowni.

Stanie na środku okazało się nie złym pomysłem, bo dostałam  piłką i uderzyłam głową w ziemię. 
Gdy się ocknęłam zauważyłam twarze całej 6 pochylone nade mną.
-Jess, wszystko w porządku?-spytała wystraszona Noami
-Już chciałem stosować metodę usta-usta.-zaśmiał się Skip.
-Tak, wszytko w porządku.-złapałam się za głowę.-Obejdzie się bez reanimacji.
-Zagracie z nami?-Beau podał mi rękę, żebym wstała.
-Jasne.Tylko jest nas 7...-westchnęła Naomi
-To nic. Ja będę z Jessie i Jai'em.-Daniel pociągnął mnie za rękę.
-A ja z Naomi, Beau i James'em.-odparł Luke.-Wasza piłka.-rzucił do Jai'a.

Gra była dość brutalna...jeśli chodziło o chłopaków. Ja i Naomi starałyśmy się nie zrobić nikomy krzywdy. 
Chyba, że był to Luke.
-Jak na perfekcjonistkę, to jesteś kiepska w kosza.-zaśmiał się kozłując.
-Nie jestem perfekcjonistką.-burknęłam, próbując odebrać mu piłkę. Niestety bezskutecznie.Może nie było to mądre z mojej strony, ale nie wytrzymałam i podłożyłam mu nogę, co spowodowało, że przewróciłam się na chłopaka.
Dziwnie czułam się leżąc na jego gołej klacie, tym bardziej, że dzieliło nas zaledwie kilka centymetrów.
-O to ci chodziło?-na jego twarzy pojawił się ten sam wkurzający, zadziorny uśmieszek.
-O co?-zdziwiłam się
-Wystarczyło się spytać, czy możesz dotknąć mojej klaty, a nie od razu rzucać sie na mnie.
-Chciałbyś.-spojrzałam w jego wielkie brązowe oczy, z których emanował urok.
Chwila. Czy właśnie uznałam go za uroczego? Nawet w pewnym momencie miałam ochotę go .....pocałować.Chyba musiałam porządnie uderzyć się w głowę.

-Ej! Długo tak będziecie na sobie leżyć i się ślinić?-krzyknął Beau
-Co?-szybko wstałam z chłopaka i poprawiłam czapkę.-Nikt się nie ślinił.-odparłam, zostawiając Luke leżącego na ziemi.
-Chyba wystarczy na dzisiaj kosza.-burknął Skip, zakładając koszulkę.

Przec całą drogę powrotną czułam na sobie wzrok Luke'a. Nie musiałam się oglądać by wiedzieć,że na mnie patrzy. Próbowałam to lekceważyć, cały czas rozmawiając z Jai'em.

Gdy doszliśmy do domu było już ciemno.
-Ja pójdę zanieść moje walizki do twojego pokoju.-spojrzała na mnie Naomi.
-Obejrzymy jakiś film?-zaproponował Skip-Co chcecie?
-Horror.-odpowiedziałam równocześnie z Luke'iem.

No to już chyba jakiś żart.

-Jakaś telepatia? Jesteście dziwni.-odparł James, siadajac na fotelu.

Usiadłam obok Jai'a i Skip'a na kanapie. James i Luke na fotelach, a Naomi i Beau na podłodze.
Wspólnie wybraliśmy film, taki nie za straszny, ale też nie za nudny.
Naomi już po 20 minutach poszła spać, więc zostałam sama z chłopakami.
-Jak będziesz się bała, to mogę cię przytulić.-uśmiechnął się Skip.
-Mnie też przytulisz?-zaśmiał się Beau.
-Wal się.-Daniel pokazał mu środkowy palec.
Horror okazał się jedną wielką klapą. Zamiast straszyć usypiał. Na końcu tylko ja i Luke patrzliśmy na ten szajs bo reszta zasnęła na miejscu.

Sytuacja była dość niezręczna. Zwłaszcza, gdy film się skończył.
-Obudzić ich?- spojrzałam na Luke'a
-Nie, niech leżą.-machnął ręką.

Poszłam do kuchni napić się wody. Wyciagnęłam butelkę z lodówki i gdy zamknęłam o mało nie dostałam zawału.
-Luke!-krzyknęłam
-Wystraszyłaś się?-zaśmiał się
I znowu dzieliło nas kilka centymetrów. Wystarczył jeden ruch, a nasze usta by się zetknęły.
-Chciałaś mnie pocałować, prawda?
-Co?
Jego pytanie było niedorzeczne.
-Wtedy gdy podłożyłaś mi nogę, chciałaś mnie pocałować-uśmiechnął się zadziornie
-Chyba śnisz!Przyznaj się,że to ty chciałeś mnie pocałować!-spojrzałam na niego
-Chciałabyś.-odparł
-Ugh...jesteś niegrzeczny!
-Oj, ale mi pojechałaś, zaraz się potnę- wywrócił oczami
-Przepuścisz mnie? Chcę się położyć.
Luke nic nie powiedział, ale przesunął się bym mogła odejść.

Z uśmiechem na twarzy wróciłam do pokoju. 

Rozdział #2

Moja mama, gdyby się dowiedziała, że idę na jakąś imprezę do obcego domu to by mnie chyba zabiła. Nie widujemy się zbyt często. Może raz na miesiąć, ale stanowczo nie należe do tych osób, które są pokrzywdzone przez los i brakuje im miłości z powodu rzadkich kontaktów z rodzicami. Od małego byłam przystosowana do samodzielnośći. Nie mogę jednak powiedzieć, że jestem samotna. I właśnie tego mi brakuje chyba  najbardziej. Chwili samotności...spokoju, wolności. 

-Jesteśmy!-Luke i Naomi w końcu się zatrzymali.
-Pięciogwiazdkowy hotel to to nie jest.- westchnęłam
-Oj, Jessie!- spojrzała na mnie przyajciółka- Jest świetnie! -ekscytowała się, uśmiechając do chłopaka.

Luke spojrzał na zegarek.
-Impreza powinna zacząć się za 30 min., więc mam czas by wam przedstawić moich znajomych.

O niczym tak nie marzę jak poznać jego przyjaciół. Na serio....

Weszliśmy do środka. Luke zabrał nasze bagaże i odstawił na korytarzu. Po czym zaprowdził nas do salonu, gdzie stała grupka chłopaków, którzy byli zaskoczeni naszym widokiem, zresztą vice versa.

-Hej! To Naomi i ...-spojrzał na mnie

Kolejna rzecz, której w prost nie znoszę to zapominanie mojego imienia. Rozumiem jakbym nazywała się Virginia, albo Marisol to jeszcze, ale Jessie? To najprostrze imię na świecie! 

-Jessie.-szepnęła Naomi
-No właśnie, i Jessie!-dokończył- Spotkałem je na ulicy.
-Pomyliłyśmy samolot i nasza rezerwacja w hotelu wygasła.-wytłumaczyła Naomi.

Domyśliłam się, że nie chciała, żeby pomyśleli sobie, że jesteśmy jakimiś pannami lekkich obyczajów, czy coś.

-Aha.-jeden z nich spojrzał na nas jak na wariatki.- Jesteś z Ameryki?

Naomi często słyszy to pytanie. To przez jej amerykański akcent, którym się posługuje . Uważa, że tak brzmi lepiej.

-Nie, jesteśmy z Londynu.-odparła
-Jestem James.-podszedł do nas
-Naomi.-dziewczyna posłał mu słodki uśmiech 

Ja tylko rozglądałam się po mieszkaniu. Nagle poczułam jak dziewczyna szturcha mnie w ramię, żebym się przedstawiła.

-Jessie.-odparłam obojętnie.
-Teraz słyszę, że Anglia.-chłopak spojrzał na mnie- To Daniel, ale możecie mówić na niego Skip.-wskazał palcem na bruneta, który właśnie dmuchał balony i tylko pomachał nam ręką. 
-A gdzie Jai?-spytał Luke
-Poszedł po Beau.-odparł Daniel nie spuszczając ze mnie wzroku co było dość niezręczne.
-To impreza urodzinowa?-Naomi rozejrzała się po pokoju.-O, nie! A my nie mamy prezentu!-westchneła Naomi
-Nie martw się mała, same w sobie jesteście świetnym prezentem.-Luke puścił jej oczko.

Ja tylko przewróciłam oczami i pokręciłam głową. Nagle poczułam wibracje mojego telefonu dochodzące z torebki. Szybko wyciągnęłam komórkę, mając nadzieję, że to Zayn. Nie myliłam się.

-Przepraszam na moment.-wyszłam z pomieszczenia na zewnątrz.

-Nawet nie wiesz jak cieszę się, że dzwonisz!-odparłam 
-Hej kochanie! Coś się stało?- usłyszałam zaniepokojony głos chłopaka.
-Nie uwierzysz, Naomi pomyliła samoloty i zamiast w Sydney wylądowałyśmy w jakiejś diurze. Nawet nie wiesz jak bardzo za tobą tęsknię.
-Ja za tobą też. Przepraszam Jess, ale muszę kończyć. Zadzwonię później. Trzymaj się.
-Postaram się.-westchnęłam i z wielkim trudem wcisnełam czerwoną słuchawkę.

Gdy z powrotem wróciłam do środka zauważyłam Naomi, która szybko zaklimatyzowała się w nowym otoczeniu. Pomagała chłopakom dmuchać balony na przyjęcie. Nie miałam zamiaru się do niech przyłączyć, dlatego usiadłam na kanapie przyglądając się innym.

-Jess, chodź! -namawiała mnie Naomi
-Nie, dzięki, posiedzę.-odparłam
-Nie potrafisz dmuchać balonów?-zaśmiał się Luke.
-Tak, właśnie o to chodzi.-odpowiedziałam oschle, wyciągając telefon.

Za nim zdążyłam cokolwiek zrobić imprezowicze zaczęli się schodzić. Nie wyglądali na ludzi, z którymi mogłabym się zaprzyjaźnić. Czułam się jakbym była w innym świecie, do którego nigdy nie chciałam trafić. 

Nagle James, który stał na czatach, dał znak, żeby wszyscy się schowali bo solenizant już nadchodzi. Niechętnie wykonałam ich polecenie, ale tylko dlatego, że nie chciałam zrobić przykrości chłopakowi, który miał dzisiaj urodziny.
Jak to zwykle bywa, na takich imprezach, gdy Beau wszedł do  środka, wszyscy wyskoczyli i krzyknęli 'niespodzianka'. Czhłopak na serio się tego nie spodziewał. 
Próbowałam nie spuszczać wzroku z Naomi, ale na próżno. Za nim się obejrzałam cały dom był wypełniony tłumem ludzi. 
To nie był typ imprezy na którym zwykle bywam...to było jak impreza z 'Project X'.

-Pani Humorzasta, nadal naburmuszona?- podszedł do mnie Luke z tym swoim durnym uśmieszkiem na tawrzy.
-Nie nazywaj mnie tak.-burknęłam
-Może chcesz się czegoś napić? Rozluźnij się.-puścił mi oczko
-Chętnie, poproszę szklankę wody.-spojrzałam na niego
-Chodziło mi raczej o coś mocniejszego...
-Mam 17 lat, nie mogę.-pokiwałam głową.- Zresztą wydaje mi się, ze ty też nie.
-Skończyłem 18.-oburzył się- Nie możesz chodź na chwilę przestać zamulać.-wywrócił oczami-Zatańczysz?

Jaki normalny koleś po nazwaniu laski 'Pani Humorzasta' pyta się czy chce z nim zatańczyć?  Zresztą, to nawet nie brzmiało jak zaproszenie. Raczej łaska z jego strony, że o to w ogóle zapytał.

-Nie tańczę.-odparłam
-To ciekawe, bo twoja koleżanka powiedziała, że tańczysz od kiedy skończyłaś 3 lata...-zaśmiał się
-Nie tańczę z tak aroganckimi kolesiami jak ty.-posłałam mu sztuczny uśmiech.
- A ja nie tańczę z tak sztywnymi i przemądrzałymi laskami jak ty.

Nie jestem ani sztywna, ani przemądrzała! Ten chłopak działał mi na nerwy. Miałam ochotę go udusić.

-Hej!-podszedł do nas Beau-Co tacy nadąsani?-spojrzał na nas.-Luke przedstaw koleżankę.
-Sam se ją przedstaw.-zbulwersowany chłopak odszedł.
-Hej, Beau, miło poznać.-pocałował mnie w rękę.

Było to strasznie dziwne, ale założyłam, że jest pijany, a poza tym to jego urodziny.

-Jestem Jessie-uśmiechnęłam się, chyba pierwszy raz od kiedy jestem tutaj.-Wszystkiego najlepszego!
-Dzięki.Coś się stało?-spojrzał na mnie
-Nie, wszystko w porządku, ale chyba muszę się przewietrzyć. Przepraszam.-posłałam mu uśmiech i udałam się w stronę wyjścia. Już otwierałam drzwi, gdy nagle wpadłam na kogoś.
-Przepraszam, nie chciałam.-odwróciłam się by zobaczyć kto był tym pechowcem.

Przede mną stał chłopak, który przypominał Luke'a, tylko bez pasemka i kolczyków w wardze.

-My się chyba nie znamy...-uśmiechnął się -Jestem Jai.-podał mi rękę.
-Jessie, Luke to...
-Tak, jesteśmy bliźniakami.-dokończył.
-Jest was dwóch?-westchnęłam

Jeden był wkurzający, a co dopiero dwóch?

-Nie martw się, nie jestem taki jak Luke.-posłał mi uśmiech.-Wychodzisz? Impreza ci się nie podoba?
-Nie, idę się przewietrzyć.-odparłam
-Lepiej pójdę z tobą.-otworzył mi drzwi.

Usiedliśmy na ławce przed domem. Jai był strasznie zabawny i miły. Tak, dobrze mi się z nim rozmawiało. Nawet wymieniliśmmy się numerami telefonu.

-Więc ty, Luke i Beau jesteście braćmi? Niemożliwe!-zaśmiałam się
-Dlaczego?-spojrzał na mnie
-Bo ty i Beau jesteście tacy mili, a Luke ...
-Wkurzający, irytujący, chamski i beszczelny?-chłopak spojrzał na mnie
-Chciałam powiedzieć niegrzeczny, ale to co ty powiedziałeś też może być.-zaśmiałam się
-Daniel opowiedział mi co się wam przytrafiło. Nie martwcie się, możecie zostać tutaj ile chcecie! 
-Nie wiem czy dam radę wytrzymać pod jednym dachem z twoim bratem.
-Nie jest taki zły. Przy bliższym poznaniu zyskuje.
-Możliwe.-zaśmiałam się- Ale bym sobie pograła w koszykówkę.-wzięłam głęboki wdech i osunęłam się na ławkę.
-Dzisiaj to raczej niemożliwe, ale jutro jeśli chcesz możesz pójść z nami na plac. Jest świetny!
-Jutro? Nie jestem pewna, czy dacie rade...-zaśmiałam się 
-Zawsze po kacu idziemy grać w kosza.-odparł.
-O! Tutaj jesteście!-podszedł do nas Daniel- Wszędzie was szukam.
-Nas?- zaśmiał sie Jai.- Dobra Jess, jakbyś czegoś potrzebowała to dzwoń.

Jai wrócił do środka, a obok mnie usiadł Daniel, od którego czuć było intensywny zapach alkoholu.

-Impreza jest tam, więc co tu robisz?
-Wiem, tylko...chciałam trochę odetchnąć.-odparłam
-Nieźle wnerwiłaś Luke'a.-zaśmiał się
-Ja?-zdziwiłam się

I kto teraz jest humorzasty? Nie moja wina, że źle znosi słowa krytyki.

-Co mu powiedziałaś?
-Nic, prawdę.-poprawiłam włosy.-A tak w ogóle to wiesz, która godzina?
-Coś okoły 3 nad ranem?-westchnął
-Co?Jezu! Długie te wasze imprezy!-zaśmiałam się
-Więc, wygląda na to, że zostaniesz trochę z nami.
-Z nami?-zdziwiłam się
-Zostając w domu Brooks'ów dostajesz w pakiecie Skip'a i James'a!
-Aha...Jesteście wyjątkowymi ludźmi...na serio.-spojrzałam na chłopaka
-Dzięki, dzięki.Fajny tatuaż.-spojrzał na nadgarstek.
-O, dziękuję.

Chłopak delikatnie złapał mnie za rekę i przeczytał napis.
-'Never grow up'. Ile masz tatuaży?-spytał
-Dwa, ten i na palcu.-pokazałam napis 'LOVE' na wskazującym.

Oby dwa tatuaże były dla mnie bardzo ważne. Pierwszy, czyli 'Never grow up' zrobiłam sobie razem z Naomi, jest to w pewnym sensie obietnica. Natomiast drugi wiąże się z cudowną historią. Kiedyś powiedziałam Zayn'owi, że podobają mi się jego tatuaże i, że sama bardzo chciałabym je mieć. Następnego dnia zabrał mnie do salonu tatuaży.

-A ty masz jakieś tatuaże?-spojrzałam na chłopaka

 Za nim się zorientowałam Skip ściągnął swoją koszulkę. Czułam się trochę nie komfortowo. Jakiś koleś stoi przede mną bez koszulki.

-Fajne.-odparłam, nie przyglądając się dokładnie.

Wtedy na zewnątrz wyszedł Luke, który był zalany w trupa.
-Ugh...-spojrzał na mnie, a potem Daniel'a, który stał bez koszulki i od razu na jego twarzy pojawił się zadziorny uśmieszek.- O! Widzę, że nie zwlekaliście z bliższym poznaniem.
-Daniel, przepraszam, ale chyba pójdę się położyć.-wstałam z ławki.

Po chwili wyszedł Jai.
-O, dobrze, że jesteś.-uśmiechnęłam się-Gdzie mogę się położyć?-spytałam
-Już ci pokazuję.-złapał mnie za rękę.
-Tylko jej nie przeleć, bo Skip się obrazi.-zaśmiał się Luke.
-Stary, ogarnij się.-Jai spojrzał na brata.-Chodź Jess.-otworzył drzwi i weszliśmy do środka. 

Wszędzie było pełno ludzi, ale jakoś udało nam się przecisnąć do pokoju. 
-Twoje walizki już tu są, a na szafce masz klucze.-uśmiechnął się
-Dziękuję.-westchnęłam
-Przepraszam za Luke'a.- odparł
-Nic się nie stało. To nie twoja wina. 

Jeszcze przez jakąś chwilę staliśmy na przeciwko siebie.
-To ja już może...-odparłam
-Taa..jasne.-zaśmiał się-Miłej nocy Jessie.-uśmiechnął się.

Gdy Jai odszedł, zamknęłam drzwi na klucz. Wzięłam szybki prysznic i rzuciałm się do łóżka. Byłam zmęczona całym tym dniem, tak bardzo, że od razu zasnęłam.

czwartek, 25 lipca 2013

Rozdział #1


Londyn. Lotnisko. Tłum ludzi,którzy z niecierpliwością czekają, by wsiąść na pokład samolotu...i Ja.
Jessie Kate Roe. 17-latka z nadąsaną miną jak u 5-latka, któremu rodzice nie chcą kupić zabawki.
Dobrze zdawałam sobie sprawę jak wyglądam, mimo to nie mogła nic na to poradzić... Nie miałam ochoty na podróżowanie.

Zgodziłam się na ten wyjazd tylko z powodu mojej najlepszej przyjaciółki, która uparła się, że w te wakacje MUSIMY pojechać do Australii. Naomi jest dość ekscentryczną osobą. Trudno jej dogodzić w czymkolwiek, a jeśli coś nie idzie po jej myśli od razu dostaje napadu złości.
Uwielbia podróżować i imprezować,a najbardziej kocha łączyć te dwie rzeczy. Znamy się praktycznie od dziecka, a mimo to ciągle dowiadujemy się o sobie czegoś nowego.

-Jess, uśmiechnij się! Jedziemy do Australii!- pocieszała mnie blondynka, widząc jak wpatruję się w swój telefon. -Jak kocha to poczeka.- zaśmiała się

I właśnie tego się obawiałam, że nie poczeka. A co jeśli przez moją nieobecność chłopak moich snów znajdzie sobie nową dziewczynę?

Od 6 miesięcy spotykam się z Zayn'em. Poznaliśmy się na sesji zdjęciowej. To była miłość od pierwszego wejrzenia.Od tamtego momentu byliśmy nie rozłączni, aż do teraz. Jeszcze nigdy nie rozstawaliśmy się na tak długo, zazwyczaj na 2-3, góra 4 dni. Każda normalna dziewczyna by się martwiła. Każda, tylko nie Naomi. Ta dziewczyna ma dystans do takich spraw. Jej chłopak od 2 lat mieszka w L.A i widują się raz na dwa miesiące, ale jej to kompletnie nie przeszkadza. Uważa, że to wzmacnia ich związek. Ja, niestety, jestem innego zdania. Nie wyobrażam sobie nie móc się do niego przytulić choć na chwilę, powiedzieć mu 'kocham cię' i spojrzeć w jego piękne, czekoladowe oczy.

Z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos rozchodzący się po pomieszczeniu 'Pasażerowie lotu 250 proszeni o wejście na pokład'.

-Jessie! Szybko!- Naomi pociągnęła mnie za rękę. Ledwo co zdążyłam złapać swoje bagaże.

Prawda jest taka, że nienawidzę latać samolotami. Za dużo naoglądałam się 'Zagubionych' żeby teraz spokojnie podróżować w przestworzach. W sumie ze środków transportu to lubię tylko deskorolkę. Tak, deskorolki są w porządku.

-Tylko błagam cię, Jess, tym razem bez żadnych ataków paniki.- westchnęła Naomi siadając obok mnie.

Zdarza się. że czasami coś we mnie wstępuje i zaczynam wariować, krzyczeć itp. Ale nie jestem wariatką, przynajmniej nie taką, która kwalifikuje się żeby zamknąć ją w psychiatryku.

-Postaram się.-posłałam przyjaciółce szczery uśmiech, który odwzajemniła.

Naomi, jak zawsze, założyła słuchawki na uszy i 'tańczyła', zapominając, że nie leci sama. Ja, natomiast, wyciągnęłam swój szkicownik i zaczęłam rozglądać się w poszukiwaniu inspiracji. Nie było to łatwe, gdyż dookoła wszyscy postanowili uciąć sobie drzemkę. Nie mając pomysłu na rysunek, schowałałam szkicownik z powrotem do torby i 'podziwiałam' widoki.

Podróż minęła stosunkowo szybko, może dlatego, że poszłam w ślady otaczających mnie ludzi i sama zasnęłam. Obudził mnie dopiero huk, który wydobył samolot podczas lądowania.

-W końcu stały ląd!-zerwałam się z fotela.-Naomi, wychodzimy!-szturchnęłam dziewczynę, która nadal  się wyginała.-Naomi!- wyrwałam jej słuchawki -Jesteśmy!
-Tak szybko?-burknęła i z wielkim żalem schowała telefon do kieszeni.

Gdy wysiadłyśmy z samolotu, Naomi zadzwoniła po taxówkę. Oczywiście, zapomniała powiedzieć, gdzie jesteśmy. Przypomniała sobie o tym dopiero po godzinie siedzenia na lotnisku.
Nie miałyśmy wyjścia. Musiałyśmy iść na pieszo.
Kolejna rzecz, której nienawidzę to CHODZENIE! Nie znoszę spacerów!

-Ostatni raz, gdzieś z tobą jadę!- burknęłam patrząc na przyjaciółkę.
-Oj, przestań! To będzie niezwykła przygoda. Jeszcze będziemy się z tego śmiały!-posłała mi słodki uśmiech.
-Nie wydaje mi się.-zmarszczyłam brwi.

Po godzinie naszego marszu skapitulowałam. Usiadłam na swoich walizkach i nie miałam najmniejszego zamiaru się stamtąd ruszać.

-Nie wygłupiaj się!- spojrzała na mnie Naomi.-To już niedaleko. Dasz radę.
-Nie dam. Jak chcesz to idź sobie sama! Ja tu zostaje!-skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej i odwróciłam głowę w drugą stronę.
-Nie radzę.-usłyszałam australijski akcent.-To miasto roi się od pedofilów.
-Mam to gdzieś.-burknęłam, odwracając głowę i spoglądając na bruneta z niebieskim pasemkiem, co jeszcze bardziej przypomniało mi o tym, jak bardzo tęsknie za Zayn'em.
-Zgubiłyście się?- zlekceważył moją odpowiedź i spojrzał na Noami.
-Nie.-burknęłam.
-Przepraszam za nią, jest trochę...
-Humorzasta?-dokończył chłopak, uśmiechając się.

Ja? Ja, jestem humorzasta? Ciekawe jakby to on musiał przejść taki kawał drogi..nadal byłby taki zadowolony?

-Nie jestem humorzasta, tylko zdenerwowana, wściekła, ale na pewno nie humorzasta!-warknęłam
-Jak tam sobie chcesz...-odparł, nawet na mnie nie spoglądając.- A więc?-znowu zwrócił się do Naomi
-Tak, wiesz gdzie jest...-blondynka zaczęła szukać czegoś w torbie. Po chwili wyciągnęła ulotkę hotelu, w którym miałyśmy rezerwację i podała chłopakowi.
On jednak nic nie odpowiedział tylko zaczął się śmiać.

-Nie widzę w tym nic śmiesznego.-skreśliłam go wzrokiem.
-A ja tak. Ten hotel jest w Sydney, a wy jesteście w Melbourne.
-Co? Niemożliwe!-Naomi spojrzała na ulotki.
-Nie widzę problemu.-odparłam spokojnie- Kiedy mamy najbliższy lot do Sydney?
-Jessie, ty nic nie rozumiesz! Nawet jeśli polecimy do Sydney to i tak nasza rezerwacja mija! Nie mamy gdzie spać! Będziemy musiały spać na ulicy!- blondynka zaczęła histeryzować i chodzić w kółko.
-Możecie przenocować u mnie.-uśmiechnął się chłopak.
-Taa..jasne. Chodźmy do domu jakiegoś nieznajomego kolesia, którego poznałyśmy na ulicy i nawet nie wiemy jak ma na imię.Pewnie.- burknęłam
-Skoro się zgadzasz.-uśmiechnęła się Naomi-Chętnie!-blondynka spojrzała na chłopaka.

Czasami nie wyrabiam z jej głupoty.

-Naomi, to był sarkazm.-wywróciłam oczami
-Nie bądź taka sztywna!- zaśmiał się chłopak.- A tak w ogóle to jestem Luke! Teraz już znasz moje imię  .
-Nie jestem sztywna!-spojrzałam na niego wzrokiem mordercy
-Udowodnij.-zaśmiał się
-Ja nic nie muszę...-nie dokończyłam
-Miło cię poznać, jestem Naomi, a to Jessie.Ona się zgadza.-dziewczyna spojrzała na mnie-Prowadź!
-Akurat świetnie trafiłyście bo organizuję dzisiaj imprezę.-uśmiechnął się Luke.
-Impreza!-ucieszyła się Naomi.

Jeszcze tylko tego brakowało! Żeby jakiś obcy koleś zapraszał nas na imprezy.Oczywiście Naomi to nie przeszkadzało. Ona nie widziała w tym nic złego. Przez całą drogę  flirtowała z Luke'iem. Była dobra w te klocki. Nie było chłopaka, który nie uległ by czarowi Naomi.
Ja szłam za nim, czując jak w środku wszystko się we mnie gotuje  ze złości.