środa, 5 lutego 2014

Rozdział #2

Moja mama, gdyby się dowiedziała, że idę na jakąś imprezę do obcego domu to by mnie chyba zabiła. Nie widujemy się zbyt często. Może raz na miesiąć, ale stanowczo nie należe do tych osób, które są pokrzywdzone przez los i brakuje im miłości z powodu rzadkich kontaktów z rodzicami. Od małego byłam przystosowana do samodzielnośći. Nie mogę jednak powiedzieć, że jestem samotna. I właśnie tego mi brakuje chyba  najbardziej. Chwili samotności...spokoju, wolności. 

-Jesteśmy!-Luke i Naomi w końcu się zatrzymali.
-Pięciogwiazdkowy hotel to to nie jest.- westchnęłam
-Oj, Jessie!- spojrzała na mnie przyajciółka- Jest świetnie! -ekscytowała się, uśmiechając do chłopaka.

Luke spojrzał na zegarek.
-Impreza powinna zacząć się za 30 min., więc mam czas by wam przedstawić moich znajomych.

O niczym tak nie marzę jak poznać jego przyjaciół. Na serio....

Weszliśmy do środka. Luke zabrał nasze bagaże i odstawił na korytarzu. Po czym zaprowdził nas do salonu, gdzie stała grupka chłopaków, którzy byli zaskoczeni naszym widokiem, zresztą vice versa.

-Hej! To Naomi i ...-spojrzał na mnie

Kolejna rzecz, której w prost nie znoszę to zapominanie mojego imienia. Rozumiem jakbym nazywała się Virginia, albo Marisol to jeszcze, ale Jessie? To najprostrze imię na świecie! 

-Jessie.-szepnęła Naomi
-No właśnie, i Jessie!-dokończył- Spotkałem je na ulicy.
-Pomyliłyśmy samolot i nasza rezerwacja w hotelu wygasła.-wytłumaczyła Naomi.

Domyśliłam się, że nie chciała, żeby pomyśleli sobie, że jesteśmy jakimiś pannami lekkich obyczajów, czy coś.

-Aha.-jeden z nich spojrzał na nas jak na wariatki.- Jesteś z Ameryki?

Naomi często słyszy to pytanie. To przez jej amerykański akcent, którym się posługuje . Uważa, że tak brzmi lepiej.

-Nie, jesteśmy z Londynu.-odparła
-Jestem James.-podszedł do nas
-Naomi.-dziewczyna posłał mu słodki uśmiech 

Ja tylko rozglądałam się po mieszkaniu. Nagle poczułam jak dziewczyna szturcha mnie w ramię, żebym się przedstawiła.

-Jessie.-odparłam obojętnie.
-Teraz słyszę, że Anglia.-chłopak spojrzał na mnie- To Daniel, ale możecie mówić na niego Skip.-wskazał palcem na bruneta, który właśnie dmuchał balony i tylko pomachał nam ręką. 
-A gdzie Jai?-spytał Luke
-Poszedł po Beau.-odparł Daniel nie spuszczając ze mnie wzroku co było dość niezręczne.
-To impreza urodzinowa?-Naomi rozejrzała się po pokoju.-O, nie! A my nie mamy prezentu!-westchneła Naomi
-Nie martw się mała, same w sobie jesteście świetnym prezentem.-Luke puścił jej oczko.

Ja tylko przewróciłam oczami i pokręciłam głową. Nagle poczułam wibracje mojego telefonu dochodzące z torebki. Szybko wyciągnęłam komórkę, mając nadzieję, że to Zayn. Nie myliłam się.

-Przepraszam na moment.-wyszłam z pomieszczenia na zewnątrz.

-Nawet nie wiesz jak cieszę się, że dzwonisz!-odparłam 
-Hej kochanie! Coś się stało?- usłyszałam zaniepokojony głos chłopaka.
-Nie uwierzysz, Naomi pomyliła samoloty i zamiast w Sydney wylądowałyśmy w jakiejś diurze. Nawet nie wiesz jak bardzo za tobą tęsknię.
-Ja za tobą też. Przepraszam Jess, ale muszę kończyć. Zadzwonię później. Trzymaj się.
-Postaram się.-westchnęłam i z wielkim trudem wcisnełam czerwoną słuchawkę.

Gdy z powrotem wróciłam do środka zauważyłam Naomi, która szybko zaklimatyzowała się w nowym otoczeniu. Pomagała chłopakom dmuchać balony na przyjęcie. Nie miałam zamiaru się do niech przyłączyć, dlatego usiadłam na kanapie przyglądając się innym.

-Jess, chodź! -namawiała mnie Naomi
-Nie, dzięki, posiedzę.-odparłam
-Nie potrafisz dmuchać balonów?-zaśmiał się Luke.
-Tak, właśnie o to chodzi.-odpowiedziałam oschle, wyciągając telefon.

Za nim zdążyłam cokolwiek zrobić imprezowicze zaczęli się schodzić. Nie wyglądali na ludzi, z którymi mogłabym się zaprzyjaźnić. Czułam się jakbym była w innym świecie, do którego nigdy nie chciałam trafić. 

Nagle James, który stał na czatach, dał znak, żeby wszyscy się schowali bo solenizant już nadchodzi. Niechętnie wykonałam ich polecenie, ale tylko dlatego, że nie chciałam zrobić przykrości chłopakowi, który miał dzisiaj urodziny.
Jak to zwykle bywa, na takich imprezach, gdy Beau wszedł do  środka, wszyscy wyskoczyli i krzyknęli 'niespodzianka'. Czhłopak na serio się tego nie spodziewał. 
Próbowałam nie spuszczać wzroku z Naomi, ale na próżno. Za nim się obejrzałam cały dom był wypełniony tłumem ludzi. 
To nie był typ imprezy na którym zwykle bywam...to było jak impreza z 'Project X'.

-Pani Humorzasta, nadal naburmuszona?- podszedł do mnie Luke z tym swoim durnym uśmieszkiem na tawrzy.
-Nie nazywaj mnie tak.-burknęłam
-Może chcesz się czegoś napić? Rozluźnij się.-puścił mi oczko
-Chętnie, poproszę szklankę wody.-spojrzałam na niego
-Chodziło mi raczej o coś mocniejszego...
-Mam 17 lat, nie mogę.-pokiwałam głową.- Zresztą wydaje mi się, ze ty też nie.
-Skończyłem 18.-oburzył się- Nie możesz chodź na chwilę przestać zamulać.-wywrócił oczami-Zatańczysz?

Jaki normalny koleś po nazwaniu laski 'Pani Humorzasta' pyta się czy chce z nim zatańczyć?  Zresztą, to nawet nie brzmiało jak zaproszenie. Raczej łaska z jego strony, że o to w ogóle zapytał.

-Nie tańczę.-odparłam
-To ciekawe, bo twoja koleżanka powiedziała, że tańczysz od kiedy skończyłaś 3 lata...-zaśmiał się
-Nie tańczę z tak aroganckimi kolesiami jak ty.-posłałam mu sztuczny uśmiech.
- A ja nie tańczę z tak sztywnymi i przemądrzałymi laskami jak ty.

Nie jestem ani sztywna, ani przemądrzała! Ten chłopak działał mi na nerwy. Miałam ochotę go udusić.

-Hej!-podszedł do nas Beau-Co tacy nadąsani?-spojrzał na nas.-Luke przedstaw koleżankę.
-Sam se ją przedstaw.-zbulwersowany chłopak odszedł.
-Hej, Beau, miło poznać.-pocałował mnie w rękę.

Było to strasznie dziwne, ale założyłam, że jest pijany, a poza tym to jego urodziny.

-Jestem Jessie-uśmiechnęłam się, chyba pierwszy raz od kiedy jestem tutaj.-Wszystkiego najlepszego!
-Dzięki.Coś się stało?-spojrzał na mnie
-Nie, wszystko w porządku, ale chyba muszę się przewietrzyć. Przepraszam.-posłałam mu uśmiech i udałam się w stronę wyjścia. Już otwierałam drzwi, gdy nagle wpadłam na kogoś.
-Przepraszam, nie chciałam.-odwróciłam się by zobaczyć kto był tym pechowcem.

Przede mną stał chłopak, który przypominał Luke'a, tylko bez pasemka i kolczyków w wardze.

-My się chyba nie znamy...-uśmiechnął się -Jestem Jai.-podał mi rękę.
-Jessie, Luke to...
-Tak, jesteśmy bliźniakami.-dokończył.
-Jest was dwóch?-westchnęłam

Jeden był wkurzający, a co dopiero dwóch?

-Nie martw się, nie jestem taki jak Luke.-posłał mi uśmiech.-Wychodzisz? Impreza ci się nie podoba?
-Nie, idę się przewietrzyć.-odparłam
-Lepiej pójdę z tobą.-otworzył mi drzwi.

Usiedliśmy na ławce przed domem. Jai był strasznie zabawny i miły. Tak, dobrze mi się z nim rozmawiało. Nawet wymieniliśmmy się numerami telefonu.

-Więc ty, Luke i Beau jesteście braćmi? Niemożliwe!-zaśmiałam się
-Dlaczego?-spojrzał na mnie
-Bo ty i Beau jesteście tacy mili, a Luke ...
-Wkurzający, irytujący, chamski i beszczelny?-chłopak spojrzał na mnie
-Chciałam powiedzieć niegrzeczny, ale to co ty powiedziałeś też może być.-zaśmiałam się
-Daniel opowiedział mi co się wam przytrafiło. Nie martwcie się, możecie zostać tutaj ile chcecie! 
-Nie wiem czy dam radę wytrzymać pod jednym dachem z twoim bratem.
-Nie jest taki zły. Przy bliższym poznaniu zyskuje.
-Możliwe.-zaśmiałam się- Ale bym sobie pograła w koszykówkę.-wzięłam głęboki wdech i osunęłam się na ławkę.
-Dzisiaj to raczej niemożliwe, ale jutro jeśli chcesz możesz pójść z nami na plac. Jest świetny!
-Jutro? Nie jestem pewna, czy dacie rade...-zaśmiałam się 
-Zawsze po kacu idziemy grać w kosza.-odparł.
-O! Tutaj jesteście!-podszedł do nas Daniel- Wszędzie was szukam.
-Nas?- zaśmiał sie Jai.- Dobra Jess, jakbyś czegoś potrzebowała to dzwoń.

Jai wrócił do środka, a obok mnie usiadł Daniel, od którego czuć było intensywny zapach alkoholu.

-Impreza jest tam, więc co tu robisz?
-Wiem, tylko...chciałam trochę odetchnąć.-odparłam
-Nieźle wnerwiłaś Luke'a.-zaśmiał się
-Ja?-zdziwiłam się

I kto teraz jest humorzasty? Nie moja wina, że źle znosi słowa krytyki.

-Co mu powiedziałaś?
-Nic, prawdę.-poprawiłam włosy.-A tak w ogóle to wiesz, która godzina?
-Coś okoły 3 nad ranem?-westchnął
-Co?Jezu! Długie te wasze imprezy!-zaśmiałam się
-Więc, wygląda na to, że zostaniesz trochę z nami.
-Z nami?-zdziwiłam się
-Zostając w domu Brooks'ów dostajesz w pakiecie Skip'a i James'a!
-Aha...Jesteście wyjątkowymi ludźmi...na serio.-spojrzałam na chłopaka
-Dzięki, dzięki.Fajny tatuaż.-spojrzał na nadgarstek.
-O, dziękuję.

Chłopak delikatnie złapał mnie za rekę i przeczytał napis.
-'Never grow up'. Ile masz tatuaży?-spytał
-Dwa, ten i na palcu.-pokazałam napis 'LOVE' na wskazującym.

Oby dwa tatuaże były dla mnie bardzo ważne. Pierwszy, czyli 'Never grow up' zrobiłam sobie razem z Naomi, jest to w pewnym sensie obietnica. Natomiast drugi wiąże się z cudowną historią. Kiedyś powiedziałam Zayn'owi, że podobają mi się jego tatuaże i, że sama bardzo chciałabym je mieć. Następnego dnia zabrał mnie do salonu tatuaży.

-A ty masz jakieś tatuaże?-spojrzałam na chłopaka

 Za nim się zorientowałam Skip ściągnął swoją koszulkę. Czułam się trochę nie komfortowo. Jakiś koleś stoi przede mną bez koszulki.

-Fajne.-odparłam, nie przyglądając się dokładnie.

Wtedy na zewnątrz wyszedł Luke, który był zalany w trupa.
-Ugh...-spojrzał na mnie, a potem Daniel'a, który stał bez koszulki i od razu na jego twarzy pojawił się zadziorny uśmieszek.- O! Widzę, że nie zwlekaliście z bliższym poznaniem.
-Daniel, przepraszam, ale chyba pójdę się położyć.-wstałam z ławki.

Po chwili wyszedł Jai.
-O, dobrze, że jesteś.-uśmiechnęłam się-Gdzie mogę się położyć?-spytałam
-Już ci pokazuję.-złapał mnie za rękę.
-Tylko jej nie przeleć, bo Skip się obrazi.-zaśmiał się Luke.
-Stary, ogarnij się.-Jai spojrzał na brata.-Chodź Jess.-otworzył drzwi i weszliśmy do środka. 

Wszędzie było pełno ludzi, ale jakoś udało nam się przecisnąć do pokoju. 
-Twoje walizki już tu są, a na szafce masz klucze.-uśmiechnął się
-Dziękuję.-westchnęłam
-Przepraszam za Luke'a.- odparł
-Nic się nie stało. To nie twoja wina. 

Jeszcze przez jakąś chwilę staliśmy na przeciwko siebie.
-To ja już może...-odparłam
-Taa..jasne.-zaśmiał się-Miłej nocy Jessie.-uśmiechnął się.

Gdy Jai odszedł, zamknęłam drzwi na klucz. Wzięłam szybki prysznic i rzuciałm się do łóżka. Byłam zmęczona całym tym dniem, tak bardzo, że od razu zasnęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz