środa, 5 lutego 2014

Rozdział #5


Obudziłam się w wyśmienitym humorze. Nie zdążyłam nawet podnieść się z łóżka, a do moich drzwi dobijała się już Naomi.
-O! Nie śpisz!- weszła do pokoju , ciągnąc za sobą walizkę.
-Tylko nie mów, że znowu chcesz się zamienić pokojami.-wystraszona spojrzałam na przyjaciółkę
-Niee..-zaśmiała się- Chłopcy szykują imprezę, więc my mamy czas dla siebie.
-Dobra, co masz na myśli?-zdziwiłam się
-No chyba nie chcesz iść na imprezę tak!-zmierzyła mnie wzrokiem
-No tak nie...-spojrzałam na piżamę, w której byłam.
-Wyskakuj! Mam dla ciebie kilka, wyjątkowych stylizacji! Na ostatniej imprezie nie bawiłaś się za dobrze...dlatego na tej musisz!-ekscytowała się blondynka, wyciągając ubrania ze swojej walizki.

Naomi miała szczęście, że miałam dzisiaj dobry humor, bo inaczej nigdy bym się nie zgodziła na te przebieranki.
Przymierzyła mnóstwo ciuchów,w których czułam się nieswojo.Wielokrotnie tłumaczyłam Naomi, że to nie mój styl, ale ona nie rozumiała...musiała postawić na swoim. <klik>
-Gotowe!-radowała się ze swojego działa
-Jesteś pewna, że mogę tak wyjść?- z niepewnością w głosie spojrzałam na swoje odbicie w lustrze.
-Przestań się wygłupiać!-uśmiechnęła się-Wyglądasz nieziemsko!
-Dobra, chodźmy coś zjeść!-zadowolona ruszyłam w stronę drzwi, ale Naomi szybko złapała mnie za rękę.
-Oszalałaś? Po moim trupie! Wyjdziemy dopiero wtedy, gdy zacznie się impreza.-usiadła na łóżku.
-Dobrze się czujesz? Jestem głodna!- spojrzałam na nią błagalnie, co oczywiście zlekceważyła.

Nagle zauważyłam, że mój telefon wibruje. Szybko ruszyłam w jego stronę. Byłam przekonana, że to Zayn. Blisko...Liam.
-Tak?-wcisnęłam zieloną słuchawkę
-Hej, Jessie! Jak się masz?- rozległ się przyjazny głos chłopaka, za którym tak bardzo tęskniłam.
-Och, Liam. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że dzwonisz- byłam tak szczęśliwa, że go słyszę, że miałam ochotę płakać-Co się z wami dzieje? Dlaczego Zayn nie odbiera? Gdzie jesteście?

Każde pytanie, zadawałam tak jakby było ostatnim i jakby bała się, że za chwilę Liam się rozłączy i już nigdy go nie usłyszę.

-Zayn?-spytał niepewnie- Nie dzwonił do ciebie?- w głosie chłopaka słychać było zawahanie.
-Nie, nie dzwonił...-odparłam zdenerwowana- A miał zamiar? Jest obok ciebie?
-Wiesz, przepraszam Jess, ale muszę lecieć...chciałem tylko dowiedzieć jak się czujesz.
-Liam, Liam..- mówiłam do słuchawki, dopóki się nie rozłączył.

Zdenerwowana położyłam się na łóżku i zakryłam twarz dłonią.
-Co chciał?- spytała wystraszona Naomi, jakby coś skrywała
-Naomi, gdybyś o czyś wiedziała, powiedziała byś mi, prawda? -spojrzałam na przyjaciółkę, powstrzymując się od łez-Powiedziałabyś mi? -powtórzyłam
-Jessie...-odwróciła wzrok w drugą stronę
-Powiedziałabyś?-nie dawałam za wygraną
-Tak, tak....-odparła, tak jakby tylko chciała, żebym przestała męczyć ją pytaniami.

Nie uwierzyłam... nie mogłam. Domyślałam się, że skrywała przede mną tajemnicę, jednak nie miała ochoty prowadzić dalszego wywiadu, w tej sprawie.

Przez kilka godzin siedziałyśmy w pokoju, nie zamieniając ze sobą, ani słowa. Nigdy nie pomyślałabym, że Naomi potrafi wytrzymać bez gadania, dłużej niż 45 min, a jednak.

Rozległo się pukanie do drzwi.
-Żyjecie tam jeszcze?-dobijał się Beau
-Tak, tak, już wychodzimy. -Naomi poprawiła włosy i spojrzała na mnie.

W jej oczach pojawiło się coś chłodnego, coś niepodobnego do niej. Nie spojrzała na mnie jak na przyjaciółkę, którą zna od małego, ale jak na zupełnie obcą osobę....

-No, szybko!- poganiał nas Skip

Wzięłam głęboki wdech i podeszłam do drzwi. Naomi wyszła pierwsza, a ja tuż za nią. Rozkojarzona, zamyślona i zobojętniała...tak właśnie wyglądałam. Słyszałam tylko komplementy jakie rzucali chłopcy, jednak nie miałam siły odpowiadać, więc posyłałam tylko sztuczne uśmiechy. Moją uwagę zwrócił Luke, który, tak jak ja, był myślami w zupełnie innym miejscu.

Po chwili, ludzie zaczęli się schodzić. Zanim się obejrzałam cały dom był wypełniony nieznanymi mi osobami.
Mijałam miliony twarzy, z której żadnej nie potrafiłam odnaleźć choć jednej znajomej mi twarzy.
Nagle poczułam, że ktoś łapie moją dłoń. Nie widziałam twarzy,ale czułam, że prowadzi mnie w strone tylnego wyjścia. Gdy znaleźliśmy się na świeżym powietrzu, chłopak odwrócił się i rozpoznałam w nim Luke'a. Miałam ochotę z powrotem wrócić do środka.
-Oboje dobrze wiemy, że nie chcesz tam wracać.- odparł Luke spoglądając na mnie

Miał rację...

Nie odpowiedziałam.
-Chodź, za mną. Pokażę ci coś.- ruszył przed siebie.
-Dlaczego miałabym to zrobić?- w końcu udało mi się wydobyć z siebie choć kilka słów

Tym razem, to on, zlekceważył pytanie, idąc dalej.

Stałam przed dylematem, czy wrócić na imprezę, na co w ogóle nie miałam ochoty, lub iść za chłopakiem, którego poznałam kilka dni temu, a już zdążyłam go znienawidzić.
W końcu wybrałam tą drugą opcję.

Szłam za nim, śledząc każdy jego ruch.

W końcu zatrzymał się przed ogromnym jeziorem i usiadł na trawie. Nie miałam pojęcia co mam teraz zrobić. Stałam przez chwilę, wpatrując się w spokojną taflę.

-Po co tu mnie przyprowadziłeś?- spytałam, nie spuszczając z wzroku jeziora, które w jakiś dziwny, sposób sprawiało, że czułam się jak w domu...
-Bo chciałem żebyś to zobaczyła.- wstał i podszedł do mnie.- Ciągle tylko narzekasz, jak tu jest okropnie i ...
-Nigdy nie powiedziałam nic takiego.-przerwałam mu- Ale masz racje, tu jest pięknie.-wzięłam głęboki wdech.
-Ale się odstroiłaś...- zmierzył mnie wzrokiem i znowu powrócił ten 'stary' Luke
-Dziękuję?- postanowiłam uznać to za komplement.
-Chodź!-pociągnął mnie za rękę

Nie miałam nawet czasu, żeby zaprotestować. Tu było tak pięknie.

-Plac zabaw?- zdziwiłam się

Luke, usiadł na huśtawce i zaczął się bujać. Poszłam w jego ślady.

-Gdy byliśmy mali przychodziliśmy tutaj.-spojrzał w piasek.

Nie miałam pojęcia, dlaczego on mi  to wszytko mówi.
Bujaliśmy się przez najbliższe kilka godzin, śmiejąc się i  rozmawiając o mało istotnych rzeczach. Tak bardzo mi tego brakowało...rozmowy o niczym.

Chłopak spojrzał na zegarek.
-Strasznie, już późno..musimy wracać-zeskoczył z huśtawki

Nie miałam najmniejszej ochoty się stąd ruszać.

-Nie chcę..-westchnęłam
-Jest 4.00 rano!- zaśmiał się
-No dobrze...- wstałam z huśtawki i podeszłam do chłopaka.- Ale obiecaj mi jedno...-spojrzał mu w oczy- Obiecaj mi, że jeszcze kiedyś przyprowadzisz mnie tutaj.-rozejrzałam się po placu.
-Obiecuję.-zaśmiał się
-I będziemy tu siedzieć cały dzień..-rozmarzyłam się- albo nie! Pójdziemy nad to jezioro! Żałuję, że nie zabrałam szkicownika, tak bardzo chciałabym to wszystko namalować!
-Pójdziemy, gdzie tylko będziesz chciała, ale teraz wracajmy już!
Marząc dalej, szłam tuż obok Luke'a.

-Twoje rysunki są niesamowite.- powiedział, budząc mnie z moich rozmyśleń
Te słowa z jego ust zabrzmiały wyjątkowo miło.
-Dzięki.-uśmiechnęłam się, sama do siebie.

Gdy staliśmy już przed drzwiami do domu, Luke zatrzymał się i spojrzał na mnie.
-Jak widzisz tu nie jest tak źle, a nie widziałaś jeszcze wszystkiego!
-A więc, może pokażesz mi swoje miasto?- uśmiechnęłam się
-Mogę zacząć nawet od jutra.
-Niech będzie.-poprawiłam włosy
-Już nie mogę się doczekać.-odparł
-Ja też.- z uśmiechem na twarzy otworzyłam drzwi i weszłam do środka, zostawiając chłopaka na zewnątrz.

Dom wyglądał jak po przejściu huraganu, albo nawet gorzej. Wszędzie leżały puszki po piwie, serpentyny i inne dziwne śmieci. Weszłam do pokoju, delikatnie naciskając klamkę zamknęłam drzwi po czym rzuciłam się na łóżko, nadal marząc o przecudownym widoku jeziora i oczach pełnych blasku...oczach, które sprawiały, że zapominałam o wszystkim...oczach, które należały do Luke'a....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz