środa, 5 lutego 2014

Rozdział #4

 Przez całą noc nie mogłam zmrużyć oka. Ciągle myślałam o Zayn'ie. Gdzie jest? Co robi? Dlaczego nie dzwoni? Moje myśli po chwili skierowały się na Luke'a. Nie wiem jak ja w ogóle mogę myśleć o kimś tak niewychowanym i niegrzecznym. W moim  życiu poznałam wiele ludzi, ale na takiego jak on jeszcze nie było. W głowie nadal miałam widok jego oczu. To one nie dawały mi zasnąć. Zastanawiałam się, co by się stało, gdybym go pocałowała... Jak ja mogłam choć przez chwilę myśleć o kimś takim...o kimś kto nie jest Zayn'em, w taki sposób.
Postanowiłam zająć się czymś sensownym, żeby przestać myśleć. Ślęcząc nad walizkami przez jakieś 15 min. wygrzebałam ciuchy.<klik>

Wzięłam swój szkicownik i pocichutku, by nikogo nie obudzić wyszłam z pokoju. Delikatnie zamknęłam drzwi i...znowu o mało co nie dostałąm zawału, widząc Luke'a stojącego przede mną, na dodatek bez koszulki.
-Dokąd się tak skradasz? To do ciebie niepodobne...co się stało z twoją sztywną naturą.-zaśmiał się
-Wystraszyłeś mnie.-burknęłam.
-Co to?-spojrzał na mój szkicownik, który automatycznie schowałam za siebie.
-Co?Gdzie?Nic.-odeszłam kawałek.
-To!
Luke wyrwał mi z rąk mój zeszyt i zaczął nim wymachiwać.
-Zostaw! To nie twoje!-krzyknęłam

Chłopak jednak nie posłuchał i biegał po całym salonie z moim szkicownikiem w ręce.
-Weż go sobie!-zaśmiał się, wskakując na kanapę.
-Zachowujesz się jak nieokrzesany bachor!-warknęłam
-Ale to nie ja mam tatuaż 'Never grow up'

I wtedy mnie zamurowało. Skąd on wiedział o moim tatuażu, a raczej o tym co jest tam napisane. Nie afiszuję się z nim na prawo i lewo, a on zwrócił na nie uwagę.

-Oddaj! -krzyknęłam, wyciągając dłoń, w jego stronę.
-Poproś.-uśmiechnął się zadziornie

Sądziłam, że nie mogę go już bardziej nienawidzić...myliłam się.

-Daj mi mój szkicownik!-odparłam
-To nie brzmiało jak prośba.-pokręcił głową i zaczął przewracać strony.

Mimo moim dalszym namową , Luke był nieugięty. Zdenerwowana podeszłam do chłopaka i zaczęłam szarpać mój zeszyt...i znowu leżałam na jego gołej klacie.
-Zaczynam myśleć, że ci się to podoba.-zaśmiał się Luke
-Ugh..-zabrałam swój szkicownik i podniosłam się.-Nigdy więcej nie dotykaj moich rzeczy!-oburzona całą tą sytuacją usiadłam na kanapie.
-To jest tylko zabawa.-powiedział to tak, jakby to była najoczywistrza sprawa na świecie.
-Zabawa?-skreśliłam go wzrokiem i wróciłam do pokoju.

Odłożyłam szkicownik w bezpieczne miejsce i z powrotem wróciłam do salonu. Luke siedział na kanapie z  laptopem na kolanach, tym razem już w koszulce.

-Ochłonełaś już?-spojrzał na mnie

Zignorowałam jego głupawe pytanie.

-O, hej!- w drzwiach stanął Beau bez koszulki.

To chyba u nich rodzinne, że chodzą bez koszulek.

-Cześć-odparłam obojętnie
-Uu...widzę, ktoś wstał dziś lewą nogą. Nie martw się, Janoskians poprawi ci humor.-Beau puścił mi oczko.
-Co? Janors...Janok...co?-spojrzałam na chłopaka
-Janoskians.-powtórzył
-Co to?-spojrzałam na niego jak na idiote. Nigdy wcześniej nie słyszałam o czymś podobnym.
-Gdzie ty mieszkasz?-chłopak podszedł do mnie, a Luke śmiał się pod nosem.
-W Londynie.-burknęłam.
-Byliśmy w Londynie.
Mało mnie to interesowało...ale liczyłam na to, że w końcu wyjaśni mi o co chodzi z tym cały 'Janoskians'.
-Luke, pokaż jej.-Beau usiadł obok brata.

Nie wiedziałam czy mam się teraz bać...
-No siadaj!-Luke spojrzał na mnie, pokazując miejsce obok siebie.
Oczywiście usiadłam, ale o wiele dalej.
-Jak ty masz zamiar cokolwiek widzieć?-westchnął i sam się do mnie przysunął.

Siedział tak blisko mnie. Jego ramię stykało się z moim. Czułam jego zapach...Jeszcze kilka minut temu chciałam uciec stąd jak najdalejsię da, a teraz  miałam ochotę wtulić się w jego umięśnione ramione...
Chyba zaczynam świrować.

Luke wszedł w YouTube i w wyszukiwarce wpisał 'Janoskians'. Potem wcisnął pierwszy filmik, ktory wyskoczył i przeniósł swój wzrok na mnie. Przyznaję się, było to dość krępujące.
Szybko zrozumiał kim są 'Janoskians' i dopiero teraz zdałam sobie sprawę, gdzie się znajduję. Ci chłopcy to jacyś wariaci!

-I jak?-spytał Beau- Poprawił ci się humor?
-Wiesz, patrzenie jak ktoś wymiotuje nie sprawia, że jestem szczęśliwsza.-podniosłam się z kanapy i posłałam mu wymuszony uśmiech.
-Dlatego nasi fani, nie są tacy sztywni jak ty!- odparł Luke
-Możesz sobie darować, te komentarze?-spojrzałam na chłopaka
-To był jeden filmik.-odparł Beau- Nie widziałaś wszystkich...
-Przepraszam, ale nie mam ochoty oglądać innnych... Przepraszam.-zagryzłam dolną wargę i wszłam na zewnątrz.

Zdaję sobie sprawę, że nie zachowałam się miło wobec Beau...w sumie ten ich filmik nie był taki zły. Ja tutaj nie pasuję...

Nie miałam zamiaru przesiedzieć całego dnia na dworzu, więc weszłam do środka, tylko po to by zamknąć się wpokoju. Nagle usłysząłam pukanie do drzwi.
-Proszę.-westchnęłam spoglądając w stronę uchylających się drzwi.
-Nie przeszkadzam?-spytał niepewnie Jai, siadajac na łóżku
-To twój dom.-odparłam
-Jessie, nie szkodzi, że nie podobają ci się nasze filmiki. To nie ma znaczenia. Nikt nie jest na ciebie zły.

Wydało mi się to słodkie. Biedaczki myślą, że jest mi smutno bo zraniłam ich uczucia.Aww....

-Cieszę się.-powstrzymywałam się od śmiechu-Nie powiedziałam, że nie podobają mi się... widziałam tylko jeden filmik, więc...jest nadzieja.-spojrzałam na chłopaka,który wpatrywał się we mnie.- Dlaczego się mi się tak przyglądasz?-zaśmiałam się, a chłopak zrobił się cały czerwony.
-Bo jesteś piękna.-powiedział to tak, że przez chwilę poczułam się jakby był przy mnie Zayn, jednak po chwili zorientowałam się, że to nie on siedzi obok mnie tylko Jai. Teraz to ja cała płonęłam z czerwoności.
-Nie powinienem, prawda?-spojrzał na mnie
-Nie, to było całkiem fajne. Miło usłyszeć coś innego na swój temat niż tylko to, że jestem sztywna.-wzięłam głęboki wdech.
-Cały Luke.-zaśmiał się Jai.- Pamiętaj, gdybyś czegoś potrzebowała dzwoń.- wstał z łóżka i wyszedł.

Teraz miałam jeszcze większy mętlik w głowie. Muszę porozmawiać z Naomi. Szybko ruszyłam w stronę jej pokoju. Nie pukając weszłam do środka i usiadłam obok niej.
-Hej?-spojrzała na mnie jak na wariatke
-Cześć.-uśmiechnęłam się
-Spójrz.-Naomi podała mi swój laptop.

Oglądała jeden z filmików 'Janoskians'
-Oni są niesamowici.-ekscytowała się Naomi

To prawda... każdy z nich był NIESAMOWITY.
Obejrzałyśmy chyba milion filmików, przy czym śmiałyśmy się jak wariatki.

-Wszystko w porządku?-do pokoju wszedł Beau z całą ekipą.
-Taaak.-wyjąkała Naomi przez śmiech.
-Co oglądacie?-podszedł Skip- Janoskians!-uradowany spojrzał na chłopaków
-I jak Jess, co teraz sądzisz?-spytał Beau
-Że jesteście bardzo dziwni, ale przede wszystkim strasznie zabawni.-uśmiechnęłam się
-Chodźcie! Grupowy misiek!-James rozstawił ręce.
-Obejdzie się.-Luke wywrócił oczami i wyszedł.

Oglądanie filmików z Naomi sprawiło, że zapomniałam o tym jak bardzo tęskniłam za Zayn'em.
Gdy wróciłam do pokoju próbowałam dodzwonić się do niego, ale na marne. Reszt One Direction, albo odrzucała połączenia, albo ignorowała moje telefony. Jedynie Liam raz odebrał i powiedział, że nie może teraz rozmawiać i ,że za mną tęskni.

-Jess, wychodzimy na kręgle!- krzyknął James- Idziesz?
-Już!-rzuciłam telefon na łóżko i wyszłam.

Kręgielnia nie była daleko, ale przez tą krótką drogę najadłam się tyle wstydu jak nigdy. Chłopcy ciągle kogoś zaczepiali, albo się wydurniali.

Pierwszy raz byłam w kręgielni. Było to niesamowite miejsce, nawet jeśli nie za bardzo wiedziałam na czym polega ta gra. Z filmów pamiętam tylko, że kulą rzuca się w te pionki i kompletnie nic więcej.

Ja i Naomi zajęłyśmy stolik, a Beau i Skip poszli po coś do picia.

-Zgaduję, że nie grałyście nigdy w kręgle...-zaśmiał się Luke.
-Ja kiedyś grałam.-pochwaliła się Naomi
-A ja nie.-odparłam obojętnie- Ale szybko się uczę-dodałam widząc minę przyjaciółki.
-No to  patrz i się ucz.- Luke jako pierwszy podszedł do kul.

Przyglądałam się każdemu ruchowi, żeby nie wyjść na idiotkę.
chłopak zbił wszystkie kręgle.
-Tak to się robi.-uśmiechnął się, siadając na przeciwko mnie.-Twoja kolei.
-Dobrze.-wstałam od stolika i podeszłam do kul, po długim namyśle wybrałam fioletową kulę. Wzięłam głęboki wdech i już miałam rzucać, gdy poczułam czyjąś dłoń na swoich biodrach.
-Zrobisz sobie krzywdę.-zaśmiał się Luke, przesuwając mnie.
Czułam się jak marionetka.
-Rzuć.-szepnął mi do ucha
Wykonałam jego polecenie, ale zamiast patrzeć ile kręgli przewróciłam, odwróciłam się w sronę Luke'a.

-Wow!-krzyknęła Naomi-Zbiłaś wszystkie!
Dopiero słysząc  krzyk przyjaciółki otrząsnęłam się i odwróciłam w stronę kręgli.
-Udało ci się.-odparł Luke
-Bez ciebie...
-Dałabyś sobie radę.-przerwał mi i zajął swoje miejsce przy stoliku.
Zrobiłam to samo.
nie potrafiłam się na niczym skupić. Ciągle czułam jego dotyk na mojej skórze. Przez moment przestałam go nienawidzić...
Przez bardzo krótki moment.
-idziemy kręcić filmik, idziecie?-spytał Beau
-Wątpie, czy Panna Sztywna będzie chciała...-zaśmiał się Luke
-przestań mnie tak nazywać!-burknęłam-i tak chcę. Podobają mi wasze filmiki, tylko szkoda, że jest w nich tak dużo Luke'a!-spojrzałam na chłopaka
-O, serio?-oburzył się
-Stop!-warknęła Naomi-Dosyć tego! Możecie w końcu przestać! I tak wszyscy wiedzą, że się lubicie.
-Co?-spytaliśmy równocześnie
-Nie lubię sztywnych lasek!-Luke wstał z krzesła
-Doprawdy? A ja nie lubię aroganckich i niewychowanych dzieciaków jak ty! Wychodzę!-warknęłam i wybiegłam z kręgielni.

-Jess!-usłyszałam głos Jai'a.
-Luke nie chciał.
-Luke zawsze nic nie chciał. Chcę usłyszeć przeprosiny od twojego brata, a ne od ciebie.-odwróciłam się w stronę chłopaka.
-Daj m czas, on..
-Dałam mu wystarczająco dużo czasu! Wracaj do reszty, poradzę sobię.
-Pamiętasz drogę do domu?-spojrzał na mnie
-Yyy...tak, raczej tak.-odparłam niepewnie.

Nie miałam pojęcia, jaka jest droga powrotna.

-Dla pewności, odprowadzę cię.-zaśmiał się-Chłopacy poczekają.

Przy Jai'u zapomniała o tym jak bardzo wnerwia mnie to miasto.

-Pamiętaj, jakbyś czegoś potrzebowała
-Zadzwonię.-zaśmiałam się wchodząc do domu.

Wróciłam do pokoju i położyłam się na łóżku. Byłam tak zmęczona, że zanim się obejrzała morfeusz zabrał mnie do swojej krainy snów.

Obudził mnie trzask drzwi, dochodzący z zewnątrz. Momentalnie wstałam z łóżka i poszlam zobaczyć co się stało.

Nikogo nie było prócz Luke'a, który leżał na kanapie z laptopem. Miałam zamiar z powrotem wrócić do pokoju, ale Luke odłożył laptop i powiedział, żebym poczekała.
Z łaską usiadłam na drugi końcu kanapy.
-Nie bój się, nie gryzę, a nawet jeśli to obiecuję, że będzie ci się podobało.- uśmiechnął się zadziornie, co nie było adekwatne do zaistniałej sytuacji.
-Czego chcesz?-burknęłam, zostając na swoim miejscu.
-Sorry, że nie znasz się na żartach i jesteś sztywna.-odparł
-Co proszę?
Zamurowało mnie. Sądziłam, że na serio coś zrozumiał, ale najwidoczniej nie.
-To co słyszałaś.-uśmiechnął się
-Ugh...- zdenerwowna wstałam z kanapy.
-Hej kochani! Jutro impreza!-do salonu wszedł Beau
-Przecież nie tak dawno jedne już się odbyła..-spojrzałam na chłopaka
-Ale to było tak dawno...-zaśmiał się i wrócił do kuchni

Zdenerwowana wróciłam do pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi. Próbowałam dodzwonić się kilka razy do Zayn'a, ale bezskutecznie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz